"United States Of America - The Beginning"
"I'm gonna do the things I know I always wanted too
I'm gonna live my life the way I feel I wanna to
And I know I'll never lose myself in who I am
Nothing in this world could ever change me"
No i jestem w USA. Spędzę w tej dziurze
10 miesięcy...hehe. Postaram się w drugim
rozdziale opowiadać wszystkim jak tutaj się
toczy moje życie i będziecie mogli sami
zdecydować czy to jest tzw. American Dream.
Notki będę umieszczał co tydzień także
będziecie mieli czas na przeczytanie.
Jeśli cos was nurtuje albo chcecie o cos
zapytać macie do dyspozycji komentarze.
To tyle na wstępie. Czas zacząć przygodę...
First Two Weeks - Flight & Cultural Shock
1. Lot - w lataniu samolotem lubię tylko start
i lądowanie a reszta to nudna jak w każdym
środku komunikacji. Podroż nie była wiec za
ciekawa i lekko przydługa. Poza tym na 10000m
temperatura na zewnątrz dochodzi do -60 stopni,
(tymbardziej jak się leci nad Grenlandią) i
czasami jest trochę zimnawo. No ale dają kocyki;-)
Ciekawostki?? Podczas lotu ma się ekranik przed
sobą i można oglądać filmy, słuchać muzy, mieć
widok ze skrzydła,...itp...taka mała pierdółka:-)
Wiec w sumie to trochę umila lot. No ale miejsca
się nie ma za dużo także 9 godzin lotu z Kopenhagi
do Chicago to sumując nuda. Chyba że ktoś lubi
podróżować:)
2. Przygody podczas podróży - jak to przystało na
mnie zawsze coś musi się skomplikować. Tym razem
doświadczyłem, ze samoloty tez potrafią się
spóźniać. Doleciałem do Chicago godzinę później
niż było planowane i przez to nie zdążyłem na
samolot do Akron ( to juz blisko miejsce gdzie
jestem). Następny samolot miałem dopiero następnego
dnia. Na szczęście w takich wypadkach linie
fundują noc w hotelu i musze przyznać, ze
nie w byle jakim hotelu:-). Także początkowy
kłopot zamienił się w przyjemność. Miałem w
pokoju TV, budzik z Mp3, łazienkę,...czułem
się jak prezydent:). Wyspałem się i dopiero
następnego dnia uderzyłem do miejsca docelowego,
małego miasteczka Silent Hill...oj przepraszam,
spokojnego Bolivar.
3. Rodzinka i dom - pierwsze spotkanie na lotnisku
było mile, poznali mnie odrazu. Zresztą ja ich tez,
tymbardziej ze mieli tabliczkę z wielkim napisem
Jakub ;). Po odebraniu bagażu udaliśmy się jedna
z amerykańskich Highway do domciu (wszędzie dobrze
ale w domciu najlepiej). Pierwsze dni byle średnie
gdyż nie znalem ich zwyczajów, nie wiedziałem gdzie
co jest w domu, no i gadali do mnie w jakimś innym
języku (do dziś nie wiem jaki to jest:-). Ale minęły
juz dwa tygodnie i wszystko się ustabilizowało i
coraz bardziej czuje się jak członek rodziny. Moja
nowa tymczasowa rodzinka, skladajaca sie z
Doug'a i Leslie (rodzice) oraz Abby (siostra)
i Alan'a (brat) jest bardzo fajna i mamy bardzo
pozytywne stosunki. A tak poza tym dom jak dom,
życie rodzinne jak życie rodzinne. Poza paroma
rzeczami nie czym się nie różni. Także nie będę
się za dużo na tym rozpisywał. Skracając to w jednym
zdaniu powiem:...rodzinka spoko...jedzenie w miarę
spoko...chata spoko...nie ma za bardzo na co narzekać.
Poza tym nie mam za dużo obowiązków co bardzo mnie
cieszy:-). Czasami przynudzają...:)
4. Soccer - to ze będę w szkolnej drużynie piłki
nożnej wiedziałem juz od dawna. Ale nie wiedziałem
ze nastąpi to tak szybko. Juz pierwszego dnia,
kilka godzin po wylądowaniu grałem sparing. Byłem
zszokowany pierwszym spotkaniem z drużyną i trenerem.
Wszyscy juz mnie znali i bardzo milo mnie przyjęli.
Od razu dostałem od trenera dwa komplety strojów i
torbę adasia, a cala piłkarska karuzela rozpoczęła
się na dobre. Dzisiaj mam juz za sobą 5 meczy w
lidze (2 wygrane i 3 porażki). Nasza drużyna może
nie jest super, ale ma wielkiego ducha i mam
nadzieje, ze jeszcze w tym sezonie wygramy
niejeden mecz. Warunki do gry są bardzo dobre
z czego się niezmiernie cieszę i mimo iż poziom
jest niski(musze się pochwalić, ze jestem najlepszy
i trenerzy przeciwnych drużyn zawsze mnie chwalą)
gra mi tu się lepiej niż w Polsce. Podoba mi podejście
amerykanów. Mimo iż piłka nie jest popularna to i
tak na meczach trybuny są pełne. Organizacja jest
tez pierwszorzędna. Wszystko jest brane bardzo na
poważnie i momentami nie czuje się tego, że jest
to tylko szkolna drużyna. Brawo Amerykanie
Ciekawostki?? Przed meczem leci hymn USA i
człowiek czuje się jakby grał mecz w
reprezentacji. Inna rzecz, którą może
dziwić to to, że w drużynie są też dziewczyny.
5. Szkola - jeżeli jak narazie widzicie mało
różnic miedzy Polska a USA to napewno zmieni
się to po tym podrozdziale. Szkoła jest zupełnie
inna niż u nas. Nawet nie wiem od czego zacząć.
Wiec po pierwsze szkoła jest tu bardziej jak
studia. Nie chodzi mi o poziom lecz o organizacje.
Plan lekcji (ma się mnóstwo przedmiotów do wyboru
jak naprzyklad...gotowanie, keyboarding, psychologia,
socjologia, przemysł, biznes...itd...plus typowe
dla nas) należy sobie ustalić przez pierwszy
tydzień szkolny a później realizuje się go
codziennie. Jak widać wiec juz w High School
wybierasz swoja drogę życiową. Jeden warunek:
jeżeli chcesz grac w drużynie sportowej wybrane
przedmioty musza mieć łącznie 5 kredytów - język
angielski to np. 1 kredyt a W-f to tylko 0,25.
Wiec trzeba to wybrać rozsądnie. Moj plan
wygląda następująco: AA (to 16 minutowa lekcja
wychowawcza), Heatlh (to nauka o zdrowiu, potrzebne
to zdania matury), Algebra (to matematyka, a
raczej jeden z jej działów bo można wybrać
różne), Angol, Study Hall (nic nie robisz,
odrabiasz sobie lekcje), Lunch Time (30 min czas
na posiłek, ze względu że przerwy są 3min, wyglada
typowo jak w filmach), Chemia, Personal Finance,
American History. I te lekcje mam codziennie od
godziny 7:40 do 14:40. Z tym tylko, że Health
i Personal Finance to kursy półroczne i w drugim
wezmę sobie coś innego. Do szkoły i ze szkoły
dociera się niczym innym jak zoltym busem.
Tylko, ze ja rzadko nim wracam gdyż mam po
szkole trening soccer'a. W szkole nikt nie nosi
plecaków gdyż używa się słynnych szafek, które
chronione są otwierane jak sejf (moja jest specjalnie
ozdobiona gdyż gram w soccer'a). W czasie przerwy
bierze się tylko co potrzebne na dana lekcje
i już. A po szkole zabierasz sobie do chaty to co
potrzebujesz. Książki funduje szkoła i jedynie
musisz o nie dbać bo używać ich będą następne
roczniki. Ławki są pojedyncze no i nie można
za Chiny ściągać;-). Teraz trochę o samym
poziomie i lekcjach. Notatki podawane są
w bardzo przyjemny sposób, gdyż używa się
projektorów. Siedzisz sobie beztrosko i
przepisujesz. Wszystko jest powtarzane
bardzo wiele razy jak dla dzieci, także
musze przyznać ze lekcje są bardziej
nudne niż u nas, gdyż dyscyplina jest
większa i nikt nie ma rozmawia na lekcji.
Po pierwszym tygodniu musze przyznać, ze
poziom jest niższy niż w Polsce. Chemia
i maksa to podstawy, zadania domowe są
często głupio proste (przepisać coś), a
na sprawdzianach można przez chwile używać
ksiązki. Ponoć tak jest na wielu przedmiotach.
Wszystkie zagadnienia są powtarzane tyle razy,
ze człowiek nie musi się nawet uczyć w domu.
Chyba, ze nie umie jeszcze dobrze angola tak
jak ja. Gdybym był amerykaninem z wiedza
Polaka byłbym jakimś geniuszem :P. Tak wiec
poziom jest niższy ale czy to znaczy, ze
jest gorzej?? Chyba jednak nie, gdyż podejście
amerykanów jest bardziej praktyczne. Najlepszym
przykładem jest to ze czytasz i przerabiasz
książki, które sam wybierasz (może to być
dosłownie wszystko). Ma się poprostu pytania,
uniwersalne do każdej lektury i na jakich
podstawie się ją analizuje. Ponadto z chemii
połowa lekcji to doświadczenia chemiczne,
które realizują uczniowie. Nauczyciele
starają się pomóc wszystkim i ogólnie są
bardzo mili. Swoje oceny można sprawdzić
droga internetowa co tez bardzo ulatwia
życie. Hmm...wydaje mi się, że to tyle
informacji wstępnych i każdy będzie mniej
więcej wiedział teraz obraz amerykańskiej
szkoły.
6. Ludzie, pogoda, otocznie - amerykanie...hmm,
ciężko o nich coś powiedzieć po dwóch tygodniach.
Napewno są mili gdyż co chwile słyszę od jakiś
nieznajomych osób...hey Jacob...:). Jak narazie
wszyscy, których znam są bardzo pozytywnie
nastawieni do mnie i starają mi się pomoc. Są
cierpliwi rozmawiając ze mną. Wiedzą, że
mój angielski narazie nie jest rewelacyjny.
W szkole ogólnie ciężko kogoś poznać bliżej
gdyż przerwy są tylko 3 min i nie ma czasu
na rozmowę. Czekam wiec na jakąś imprezę:)
Narazie najwięcej znajomych mam z drużyny
soccer'a. Ogólnie spoko ziomy, które ciągle
robią whoa...jak ja gram..:). Pewnie wielu
chciałoby zapytać...jak dziewczyny...??
Niestety z tym jest gorzej niż w Polsce.
Kilka fajnych jest, ale bardzo mało co
mnie za bardzo nie cieszy. Charakterem
tez często nie grzeszą. Dużo znajomych
poznaje się na meczach footbolu...chyba
ulubiony sport amerykanów. Każdy mecz...
nawet drużyny High School to wielkie
wydarzenie. Mnie to nudzi także nie
oglądam meczu tylko staram sie zawierać
nowe znajomości. Ziomy juz chciały mnie
trawą i alkoholem częstować, ale nie ryzykuje.
Nie w takim celu tu przyjechałem. To
tyle o ludziach gdyż narazie
za dużo o nich nie wiem. Powiem tylko,
ze filmy amerykańskie nie kłamią:-).
O pogodzie i otoczeniu tez narazie się
nie rozpisuje gdyż jest niemal identyczna
jak w Polsce.
7. Podsumowanie - to narazie tyle informacji
wstępnych. Pewnie ileś tam rzeczy ominąłem.
Także licze na wasze pytania w komentarzach,
a wtedy będę wiedział co mogę jeszcze napisać.
Dla wszystkich, ktorych pytaja o godzine pisze,
ze wystarczy od godziny w Polsce odjąć 6 godzin
i masz moja godzinę...:). To tyle ziomy narazie.
Apart dostaje 17-tego i wtedy będę fotki. Pozdrawiam
wszystkich i życzę miłego roku szkolnego...:)
Edit by Piochu :P
"Grades System"
100%-98% or 4.00 = A+
97%-94% or 4.00 = A
93%-90% or 3.70 = A-
89%-87% or 3.30 = B+
86%-83% or 3.00 = B
82%-80% or 2.70 = B-
79%-77% or 2.30 = C+
76%-73% or 2.00 = C
72%-70% or 1.70 = C-
69%-67% or 1.30 = D+
66%-63% or 1.00 = D
62%-60% or 0.70 = D-
59%-0% or 0.00 = F
Jak widać wiec może i poziom nie jest za
wysoki w USA, ale za to trzeba być bardzo
efektywnym bo kilka błędów może kosztować
nawet F (Failing) czyli nie zaliczenie danej
rzeczy. Jak narazie mi się udało zdobyć
kilka razy A i B. Mam nadzieje ze nie
zejdę poniżej tego poziomu i osiągnę
GPA (średnią ocen) powyżej 3.00 co będzie
mnie bardzo cieszyło. Przypomnę, ze u nas
żeby zdobyć pozytywna ocenę wystarczy ok.35%.
Oczywiście to zależy od szkoły. Ale u nas
około 60% to juz jest trójeczka jak się nie
mylę. Sumując powiem, ze ten amerykański
system jest może i ciężki, ale inny jest
sposób nauczania i poziom, także nie wychodzi
to najgorzej w praktyce. No i człowiek
jest bardziej zmobilizowany do nauki. Dla
mnie to dobrze...:). Nie ma leniuchowania...:P
Joke Of course..:D
Sponsored By Piochu:-)
Link 12.09.2006 :: 05:11 Komentuj (5)"Time Passing By"
"When you're close to tears remember
Some day it'll all be over
One day were gonna get so high
And though it's darker than december
Whats ahead is a different colour
One day were gonna get so high"
Mija kolejny tydzień wiec jak obiecałem
postaram się opisać rzeczy, które się
w nim wydarzyły, a także wspomnieć o
ciekawostkach, których zapomniałem
ostatnio. Zacznę od niczego innego jak
od szkoły bo to chyba zajmuje najwięcej
mojego cennego czasu...a szkoda..:-)
Na początku chce dodać jeszcze kilka
rzeczy ogólnych, dzięki czemu ujrzycie
obraz amerykańskiej szkoły jeszcze
wyraźniej. Wiec tutaj nie ma się
własnej klasy tak jak w Polsce. Na
każdy przedmiocie ma się innych ludzi,
którzy nawet różnią się wiekiem. Stad
podobieństwo do studiów jak na kiedyś
tam wspomniałem. Także moja klasa to
w zasadzie 100 osób bo z tyloma mam
razem lekcje(tylko kilka się powtarza)
Teraz nieco o dyscyplinie. Jest ona
większa niż w Polsce. Nie ma rozmawiania,
ściągania, wariowania...i tego wszystkiego
co tygryski lubią najbardziej. I trzeba
na to uważać bo kary są dość surowe.
Naprzykład za dwa spóźnienia musisz
zostać 50 min dłużej po szkole. Za 3
próbę ściągania jesteś niesklasyfikowany
z przedmiotu. Także maja inne podejście
niż my. Chcesz się uczyć to się zachowuj.
Nie chcesz to się wogóle nie pojawiaj
w szkole. Stad stwierdziłem, ze ameryk.
szkoły są nudniejsze...:-). Co tam
jeszcze??...hmmm...podoba mi się to,
ze dzieciaki po 16 lat maja juz prawko
i sobie samochodami(i to nie byle jakimi)
poginają do szkoły...ja tez chce:-(.
Notabene może będę mógł zrobić prawko.
W szkole minęły juz dwa tygodnie i musze
powiedzieć juz jestem school master.
Mam około 12 ocen. W tym 10 A i 2 B.
Ostatnio nauczyciel zrąbał Amerykanów,
ze ludzie których angielski jest drugim
językiem są lepsi od nich, czyli ja
i Niemiec, który tez jest na wymianie.
Ale tu nie ma co się dziwić bo jeśli
chodzi, a naukę to są żałośni. Tu jest
tak wszystko podawane i tyle razy
powtarzane, ponadto dość łatwe, ze
gdybym znal angola perfekt nie musiałbym
się w domu wogóle uczyć...how cool is
that:-). Ale nie narzekam bo teraz się
uczę tylko w busie jadąc do szkoły i na
study hall i ocenki mam wysokie;].
Z dwóch testów, które miałem chyba
byłem najlepszy w całej klasie.
Tak wiec chyba juz wszystko
powinniście wiedzieć o szkole.
(jak macie jeszcze jakieś pytania
to dajcie znać). Za jakiś czas
opisze jeszcze jak wygląda matura
i co trzeba zrobić żeby ja dostać.
Także w następnych notkach będę
wspominał o szkole tylko jak cos
ciekawego się wydarzy. Kończąc
temat szkoły musze powiedzieć, ze
lubię lunch time. Siedzę sobie i jem
brzoskwinki w szkole...podoba mi się
to. Amerykanie potrafią przetransportować
do szkoły dosłownie każde jedzenie...
...ze im się chce to ja nie wiem...:-)
Teraz cos dla fanów soccer'a. Niestety
smutne wieści bo przegraliśmy 4 mecz.
Teraz mam stosunek 2:4:0. Byłem wkurzony
po tym meczu jak nie wiem. Cały mecz
byliśmy lepsi i na 20 min przed końcem
prowadziliśmy 2:1. Wtedy radość odebrał
nam sędzia, który podyktował rzut karny
mimo iż faul był przed polem 16-metrow.
I to nie koniec pecha bo 5 min przed
końcem straciliśmy jeszcze 3 bramkę,
którą strzelili nam ze spalonego.
Pasuje do nas powiedzenie, ze gramy
jak nigdy, przegrywamy jak zawsze.
To boli tymbardziej, ze ostanie dwa
mecze z Dover i Highland były
najlepszymi w historii z tymi
zespołami z którymi TV jeszcze
nigdy nie wygrało. Wielka szkoda
ze nie wygraliśmy ten pierwszy raz.
Ale ja ciągle w nas wierze.
Była szkoła...soccer...teraz czas
na życie codzienne i zachowania
Amerykanów. USA to dziwny kraj i
napewno w wielu dziedzinach różni
się od Polski. Czy jest lepiej czy
nie jeszcze nie umiem ocenić.
Ludzie są ogólnie spoko. Zwariowani,
pozytywnie nastawieni i mili. W
większości jednak przynudzają.
Nie mam za bardzo z nimi wspólnych
tematów...chyba, ze to moja wina albo
nie spotkałem jeszcze kogoś fajnego.
Ale ogólnie wyczuwa się, ze amerykanie
trzymają dystans do ludzi dlatego
brakuje mi czasami ziomów z Polski:-)
Może przynudzanie znaczy mniej więcej,
że robią nudne rzeczy jak oglądanie
i pasjonowanie się football'em...
...śpiewanie mimo iż nie umieją
śpiewać i inne duperele. No i
jak jest szkoła to za bardzo nie
ma na nic czasu bo za długo się
w niej siedzi. Podoba mi się to,
że jak ktoś zaprasza inna wiara
naprzykład żeby oglądać mecz jakiś
to przygotowuje dla nich jedzenie itp.
I ogólnie jak jesteś u kogoś pierwszy
raz w domu to juz możesz się czuć
jakby to był twój dom. To jest
bardzo mile. No ale oni maja więcej
kasy no i wypasiaste chaty także
dla nich to drobiazg. Co tu pisać
jeszcze?? Dajcie mi jakieś podpowiedzi
co dokładnie chcecie wiedzieć.
Ale narazie wydaje mi się, że za
krótki czas minął i żebym mógł
się szerzej wypowiadać o ludziach.
I brakuje imprez gdzie człowiek
może najwięcej pogadać bo w szkole
nie ma na to czasu...no i nie mogę
pic alkoholu co by rozwiązało mój
język. Tak wiec podsumowując powiem,
ze w szkole mam juz wszystko ułożone
i tylko czekam na decyzje czy bede
mógł dostać maturę czy nie. W domku
tez jest spoko tylko musze sobie
laptopa kupić. No i musze poznać
więcej ludzi i zacząć z nimi robić
jakiejś polskie numery. Pozdrawiam
wszystkich i dajcie mi znać czy
w miarę wam się podoba to co
pisze i czy wyczerpuje temat.
W końcu robie to dla Was...;-)
Thx To Piochu :P
"Burned With Desire"
"You played your part so well
a modern Romeo
you came on Cupid's wings
and then you flew away"
How you doin'? Moim ulubionym powiedzonkiem
zacznę opowieść o kolejnym tygodniu moich
przygód za oceanem. Zdanie to jest
charakterystyczne dla Joey'a Tribbiani.
Jak ktoś oglądał serial Friends będzie
wiedział o co chodzi...:). To tyle wstępu
czas przejść do najnowszych news'ów. Kolejny
raz zacznę od szkoły bo musze wytłumaczyć Wam
jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza dotyczy ocen.
Gdyż w USA tak jakby nie ma się ocen. Mianowicie:
powiedzmy, ze zadanie domowe jest za 10 punktów i
ktoś ma 1/10 z niego. Potem jest test i ma 89/90.
Czyli łącznie ma 90/100 co daje 90% i to wtedy
byłaby to ocena końcowa. Nie ma wiec jakby ocen
cząstkowych tylko sumuje się punkty przez cały
czas. Na końcu ma się powiedzmy 830/1000 co daje
83%. Wtedy patrzy się na skale, które umieściłem
na blogu i daje nam to ocenę B na koniec. I musze
przyznać, ze narazie idzie mi całkiem nieźle...:)
Z 6 przedmiotów najniżej mam z Algebry 2 - 96%,
a najwięcej z Finansów - 113%. Dlaczego ponad 100%?
Ponieważ w USA ma się zadania bonusowe często,
które mogą Ci zredukować cos w czym miałeś mniej
niż 100. To jest tak jakbyś bronił oceny -
- przypomina mi się tu film Młodzi Gniewni.
Musze przyznać, ze ten system mi się podoba i
jestem całkiem skowyryny - jak nie zrozumiecie
tego słowa to dobrze...bo też go nie rozumiem...:)
Druga rzecz jaką chce poruszyć to matura. Więc
żeby dostać dyplom ukończenia High School musisz
przez 4 lata zrealizować następujące rzeczy:
Angielski - 4 lata nauki, Health - 1/2 roku nauki,
Maksa - 3 lata nauki, W-f - 1/2 roku nauki, nauki
przyrodnicze (chemia, fiza itp.) - 3 lata nauki czyli
np. 2 lata chemii i rok fizyki, nauki społeczne -
- 3 lata - w tym 1/2 historii Ameryki i 1/2 roku
o rządzie, pozostałe przedmioty - 6 lat - czyli np.
3 lata niemca, 2 lata web design , 1 rok biznesu.
Poza tym należy zdać test OGT - Ohio Graduation Test.
Odbywa on się przez 4 lata High School w 5 rzeczach
jak pisanie, czytanie, maksa, nauki przyrodnicze i
historia w połączeniu z rządem. Z tym tylko, ze
naprzyklad test z historii jest juz w drugiej klasie.
Poprostu musisz zdać te 5 egzaminów, ale masz różne
terminy. To są dwa główne wymagania. Poza tym są
po mniejszej jak 97% frekwencji w szkole itp. Mam
nadzieje, zczaicie to wszystko. I teraz mogę chyba
powiedzieć, że o szkole wiecie juz tyle co ja bo jak
nie to się zabije...;]. Druga cześć to jak zwykle
soccer. Wygraliśmy ostanie dwa mecze i mam juz
stosunek 4:4. Tu jednak należy się wam tłumaczenie.
Ponieważ moja szkoła jest w 3 dywizji. To w jakiej
dywizji jesteś zależy od ilości ludzi, którzy są
w szkole. I tak naprawdę moja liga składa się z
6 drużyn (bo siódma nie ma składu) i nazywa się PAC-7.
Z drużynami z PAC-7 mamy stosunek 3:1 i jeżeli
wygramy w poniedziałek będziemy blisko tytułu
tej ligi. Pozostałe zespoły są z wyższych dywizji
i grając z nimi możemy zdobyć jedynie bonusowe
punkty. Wracając to ostatnich dwóch meczy to
strzeliłem w końcu dwie bramki i to nie z byle
kim bo z Manchester'em...;p. Ale jakie jaja
w tym meczu były...szok. Gramy 5 minut i nagle
sędzia krzyczy...thunder (burza, piorun) no i
przerwali mecz na 40min... aż wszystko przeszło.
Lol... niezłe jaja co. Wygraliśmy pierwsza polowe
4:0 i gramy 20s a koleś zakończył mecz bo
powiedział ze jest za ciemno (a nie było).
Ta szkoła akurat miała zepsute oświetlenie, ale
i tak było jasne. Mało byłem zdziwiony po tym
meczu. Te wszystkie procedury są masakryczne.
Tak więc gramy coraz lepiej i mam nadzieje,
ze otworzyłem worek z bramkami. Aha i oprócz
ligi PAC-7 będziemy grali na końcu turniej
stanowy w którym można zostać najlepszą
drużyną w stanie...;]. Nie mogę się doczekać.
I jeszcze jedna mała ciekawostka, która mnie
ucieszyła to to, że niby Amerykanie nie
oglądają soccer'a ale są 4 mecze Ligi Mistrzów
tygodniowo... hurraaaa Była szkoła, soccer...
...to teraz co... sami wiecie... świrnięci
amerykanie, którzy mają za dużo kasy.
Wczoraj po meczu football'u byłem u kumpla
z drużyny soccer'a w chacie i normalnie
do teraz jestem w szoku. Jego rodzina ma
w garażu dwa Mustangi GT - myślałem, że
jestem w Need For Speed jak je zobaczyłem.
I żeby było mało to do tego jeszcze 3 inne
samochody, basen, masakryczną chatę i dużo
dużo więcej. I najlepsze jest to, ze on
wcale nie czuje się bogaty. Siuper
normalnie...:). Niby takie dekle, Ci
Amerykanie czasami się wydają, a kurde
mają wszystko masakrycznie zorganizowane
i żyją sobie super jak nie wiem. Powoli
zaczynam poznawać więcej znajomych i moje
życie się tu rozkręca. Coraz bardziej mi
się zaczyna podobać... przydał by się tylko
milion zielonych i jakieś Ferrari..;].
Za jakiś czas kolejna rzecz jak z filmów...
jakiś śmieszny bal. Wiara się zaprasza
nawzajem tak jak w głupich amerykańskich
komediach i będzie potańcówa. Pewnie się
wybiorę...;]. Minęły juz 4 tygodnie...czas
jak widać szybko leci. Tak myślę, za miesiąc
będzie juz totalny looz we wszystkim i będzie
git...tylko, żeby mi się tu nie spodobało za
bardzo hehe. Zakończę ciekawostką, ze Amerykańcy
myją sobie zęby w szkole jakby nie mieli co
robić. Oni przetransportują wszystko i wszędzie,
świry jedne. Podaje adres mojej szkoły dla
tych którzy są zainteresowani i jeden adres
ze zdjęciami z soccer'a jakby ktoś nie mógł
tego na stronie odnaleźć. A teraz śmigam
na jakieś wyścigi samochodowe... relacja
Lodziarz z tego będzie za tydzień...;].
Buziole Słodziole...;]
http://www.tuskyvalley.k12.oh.us/
http://www.tuskyvalley.k12.oh.us/AthleticDepartment/
Soccer/Pictures.asp
In Association With Piochu :D
"Just Be"
"I was lost
And I'm still lost
But I feel so much better
'cause now I know
It's not so far
To were I go
The hardest part
Is inside me
I need
To just be
Just be"
Like my drunk brotha :-)
Parę dni temu minął miesiąc od mojego
lądowania w kraju G.W.Bush'a. To juz dość
duży okres czasu także zdążyłem się do
wszystkiego przyzwyczaić i ułożyć sobie
w miarę życie. Tydzień w tydzień staram się
wam opisywać co i jak wygląda abyście mogli
się poczuć jak w USA. Pisząc tą notkę mam
niemały problem. Bo dla mnie za bardzo juz
nic nie jest nowe...;) i nie wiem co pisać.
Postaram się jednak cos sklecić...:P
Więc na wyścigach samochodowych jednak nie
byłem, ale kiedyś tam się wybiorę także relacja
prędzej czy później się ukaże. Ten tydzień
zaczął się dla mnie bardzo dobrze. Od
wspaniałego meczu przeciwko CVCA - chyba
soccer przynosi mi tu najwięcej radości.
Bezwzględnie musieliśmy ten mecz wygrać gdyż
był nam potrzebny do zwycięstwa w PAC-7.
Spotkanie rozpoczęło się dla nas bardzo dobrze
szybko strzeliliśmy bramkę i było 1:0. Nasza
radość nie trwała jednak długo gdyż goście
z CVCA szybko wyrównali i taki stan utrzymywali
się do 60min spotkania. Cały czas walka w deszczu
i błocie. Mielimy dużo szczęścia, gdyż CVCA dwa
razy miało poprzeczkę. I wtedy powiedziałem sam
do siebie - no nie, tak nie może być, ten mecz
jest za ważny. I rozpocząłem marsz po zwycięstwo.
Najpierw wspaniała asysta przy golu 2:1, później
współudział przy golu na 3:1 i na końcu podsumowałem
wszystko mijając bramkarza i strzelając do pustej
bramki na 4:1. Radość nie z tej ziemi. Wszyscy
zawodnicy skakali z radości, a tytuł jest coraz
bliżej. No i moje zdjęcie po tym meczu było w
gazecie...<lol>...szkoda, ze nie mogę wam go
pokazać, ale przywiozę do Polski to zobaczycie.
Także odrodziliśmy się i z 2:4 wyszliśmy juz na
5:4...mówiłem, ze w nas wierze. W szkole idzie
mi aż nadto dobrze. Cały czas utrzymuje się w
przedziale 96% do 113% i nie mam się za bardzo
czym przejmować. Ostatnio nauczycielka od historii
wywiesiła kto jak stoi we wszystkim 6 klasach,
które ona uczy. I ja w swojej jestem najlepszy,
a we wszystkich 6 mam drugie miejsce. Niezła
paranoja co nie...:) Jedyne większe problemy
będę miał z angielskim gdyż czytając jest dużo
słówek, których nie rozumiem, ale jak narazie jakoś
się staram łatać dziury. Obecnie mam 100,5%,
ale musze zrobić Reading Response, a to już
cięższa rzecz gdyż musze streścić lekturę i
opowiedzieć na pytania. I rozpoczęły się
testy z Latin Base - słówka, które są innego
pochodzenia. Z lekka ciężkie bo musisz słówka,
które pierwszy raz widzisz bo amerykanie tez
ich nie znają wszystkich połączyć ze znaczeniem.
Mam nadzieje, ze się przyzwyczaję i jakoś pójdzie.
Także szkółka w miarę lajtowo idzie, dużo się uczyć
nie trzeba. Ostatnio na 3 testy i 1 kartke uczyłem
się 20min, a wyniki w ok. 100% będą czuje bo jeden
juz oddali - z chemii - i miąłem 99%...;). Pomagałem
wogóle jakiemuś ziomowi to zrozumieć notabene...hehe.
Hmm...no i wyczerpały mi się koncepcje. Ogólnie
brakuje mi imprez i wiary z Polski trochę. Nie, że
jest mi źle, ale tutaj podczas roku szkolnego
naprawdę nie za dużo się dzieje i ciężko się w coś
wkręcić. No i ponadto człowiek bez samochodu jest
jak na uwięzi bo tu cztery kółka to podstawa
egzystencji. Mam nadzieje jednak, że to tylko
moje złudzenie i się cos rozkręci. W końcu
jeszcze 8,5 miecha - troszeczkę czasu jest...:)
No i niedługo Housecoming - jakaś tradycja szkolna
Amerykanów. Nie czaję tego jeszcze do końca. Wiem,
że wiara zaprasza się nawzajem i w piątek (20.10)
idą razem na randkę..:), a w sobotę (21.10) są
tańce w szkole. Może coś ciekawego z tym związanego
się wydarzy i jakoś lepiej poleci życie towarzyskie...:)
Na koniec tej raczej nudnej notki bo jakoś nie
mam pomysłów kilka faktów o których kiedyś tam
zapomniałem:
1.Lekcje są 50 minutowe w szkole.
2.Odwiedzilem kino samochodowe jak z typowego
amerykańskiego shit'a...:). Nawet spoko się ogląda
i fajny w miarę pomysł. Tylko samochód trzeba mieć :/
3.Nauczyciele w porównaniu do Polski są bardziej na
luzie i możesz z nimi gadać jak kumpel z kumplem, a
nie, że coś powiesz i Beata postawi Ci pale...bez
skojarzeń proszę...:)
4.Ci co myślą, że USA to fast food na fast food'zie
się nie mylą. Tu fast food'y rośną jak grzyby po
deszczu. Ale ceny trochę przyjebiste też bo akurat
spożywczy jest w USA droższy niż u nas.
5.Stasznie dużo rzeczy można w USA zrobić bez
wychodzenia z samochodu bo mnóstwo sklepów jest
takich, że tylko wjeżdżasz i kupujesz. Kolejne
potwierdzenie, że musze mieć car'a...:)
6.Szkola to w dużej części oglądanie TV. Mam na
myśli, że pełno materiałów jest właśnie tak
przekazywane. Ostatnio oglądałem Simpson'ow na
angolu. Jak byście chcieli więcej faktów co się
robi na lekcjach albo co mam w porównaniu do Polski
dajcie znać...sprężę się raz i napisze. Narazie
zaznaczę, ze na historii się śpi...:) . DNG pewnie
widzi podobieństwo...;]...chociaż teraz juz macie
kogoś tam innego...nie wiem kogo. I słyszałem, że z chemii
nieźle śmigacie...;]...mój koleś od chemii jest spoko
luzak...szczególnie jak pyta się ile milimetrów jest
w centymetrze...no co??...amerykanie nie wiedzą...;p
7.Nigdy nie opisałem wam jak wygląda kościół. Wiec
amerykanie wogóle nie klęczą i to chyba jest
największą różnica. Poza tym większość rzeczy jest
taka sama z tym że po angielsku oczywiście.
Inaczej wygląda komunia. Opłatek dostaje się do ręki
a nie do ust...a poza tym możesz popić później winem.
Chyba jedyna moment gdzie mogę się alkoholu napić...;p
No i amerykańcy zamiast kasiory czeki wrzucają...bogacze
jedne...:)
To narazie tyle. Więcej grzechów nie pamiętam...:).
Następną notka za tydzień. Mam nadzieje, ze coś się
wydarzy ciekawego to wam opisze. Dużo soccer'a będzie
bo mam 4 mecze w 6 dni począwszy od środy. I na koniec
tak mała regresja o USA. Wiec ogólnie wyjazd podsumowuje
dobrze. Brakuje mi kilka rzeczy, ale ogólnie jestem zado-
wolony. Gdyby był samochód, laptop, kasa no i przede-
wszystkim ziomki i poziomki z Polski rozkręcilibyśmy
tu niezłe piekiełko bo co jak co, ale my wiemy jak
się bawić...:). Pozdrowienia dla każdego kto chce
być pozdrowiony..:-)
PS: Jak macie jakieś dokładne pytania to napiszcie je
w swoich komentarzach, a ja na końcu notki odpowiem
na nie bezpośrednio. Wierze że coś was nurtuje ponadto
co pisze i chce przez to urozmaicić informacje o USA.