Link 09.06.2007 :: 15:49 Komentuj (2)

"Goodbye America"


"God Bless America
Land that I love.
Stand beside her, and guide her
Thru the night with a light from above.
From the mountains, to the prairies,
To the oceans, white with foam
God bless America, My home sweet hom"


Nie wiem czy ktoś czyta cytaty, którymi zawsze poprzedzam
każdą notkę i tymbardziej nie wiem czy ktoś przywiązuję do
nich jakiekolwiek znacznie. Wiem jednak, że ja tak. To one
nakreślają dla mnie co ma się znaleść w danym tekście. Zna-
lezienie pasującego cytatu to praktycznie połowa sukcesu.
Dociekliwi, jeżeli tacy się znajdą, doczepią się pewnie do
ostatnich 4 słów powyższego cytatu. Jak mogę wskazywać, że
USA jest moim domem, skoro wcale nie jest. I tutaj krytycy
znają swoją rację. Ja wcalę nie czuję, że America jest moim
domem. Czuję jednak do Niej wielkiego przywiązanie i te 4
słowa są tylko wyrazem szacunku. Wyrazem szacunku dla przy-
gody, dla przyjaźni, dla wrażeń i dla niecodzienności, która
mi Ten kraj zaoferował. A po co ta notka skoro już jestem
w Polsce? A po to żeby się pożegnać z tym co już nie wróci,
a przynajmniej nie w takim samym wydaniu. Zanim jednak po-
wiem do widzenia (a w sumie z nadzieją, że to jest do zoba-
czenia), chcę Wam opisać co się działo w moich ostanich pa-
ru dniach w USA, jeszcze zanim odleciałem od ziemii i wzbi-
łem się aż pod same niebo. I jak to często bywa w życiu,
ostani okres był jednym z najlepszych w całym pobycie. Dużo
się działo i miało się wątpliowści co poświęcić w zamian
za coś innego. Czas leciał bardzo szybko, a nadmiar wrażeń
powodował brak chęci do powrotu. Jednym z wydarzeń, które
miałem przyjemność zobaczyć był mecz indoor football'u
(football w hali). Spodobał mi się znacznie bardziej niż
normalny, ze względu na szybszą i bardziej intensywną grę.
Walki między zawodnikami także nie było niczego sobie. Przy-
padkiem także wygrałem koszulkę gdyz w przerwie pomponiary
rzucały je w kieruku publiczności i mi udało się jedną
złapać. Żałuję jednak, że nie powiodło mi się złapanie
piłki, które też można było zdobyć za free. No ale prze-
cież nie można mieć wszystkiego. A tak na marginesie to
hymn na tym meczu śpiewała córka Hulk'a Hogan'a, Brooke
Hogan...jak ktoś kojarzy to dobrze bo ja nie...;-). Pod-
sumowując jednak, ten mecz był całkiem dobrym wyborem
spędzenia czasu. Kolejnym przystankiem w celach przeżycia
nadzwyczajnych wrażeń był Ceadar Point. Wybraliśmy się na
wycieczkę szkolną jako prezent dla gradujących studentów,
tzw. Senior Trip. No i warto było. Ceadar Point to jeden
z największych na świecie, jeżeli nie największy park
rozrywki. I najważniejszym słowem w tym wszystkim jest
słowo Rollercoaster. Jest ich tam łącznie około 30 i aż
ciężko wybrać od którego zacząć. A że czasu mieliśmy bar-
dzo dużo czasu, spróbowaliśmy wszystkiego (czasami nawet
więcej niż raz). Były 180-stki, 360-stki, jazda głową w dół,
jazda bokiem, jazda na stojąco, niezapomniane szybkości,
tunele, strach że w coś uderzysz a także poczucia niewa-
żkości i latania. Jednym słowem wszystko. Mi najbardziej
w pamieć zapadły dwa miejsca. A mianowicie Dragster - na
tym rollercoaster'rze rozwija się prędkość 120 mph po czym
kolejka wspina się pionowo w górę, jedzie 7 mph na szczycie
i kończy jadąc znowu 120 mph pionowo w dół; oraz Power Tower
- to wieża o wysokości ok. 50m, na której zostajesz wynie-
siony w górę po czym zaczynasz spadać w dół, czuję się
jakby siedzonko pod Tobą wyparowało a Tobie dodano skrzydeł.
Niesamowitość, jak wszystko w Cedar Point. Inną atrakcją,
która sobie zprezentowałem w tym miejscu była kąpiel w jed-
nym z Wielkich Jezior, a dokładniej Jeziorze Erie. Cedar
Point jest bowiem zlokalizowany tuż przy nim, koło miasta
Sandusky w OHIO. Wybrałem się tam z Joschą gdyż chcieliśmy
tylko zobaczyć plażę. Ale że ja nie wybaczyłbym sobie gdy-
bym się nie popływał, szybko zrzuciliśmy koszulki i jump
do wody. Długo nasz kąpiel jednak nie trwała gdyż po chwi-
li usłyszeliśmy gwizdek ratownika. Wytłumaczył nam, że se-
zon się jeszcze nie zaczął i nie można się kąpać. Się z Jo-
schą załamaliśmy, przespacerowaliśmy po plaży i wróciliśmy
dalej na rollercoaster'y. Jeziro Erie jednak zaliczone.
Cały zresztą dzień był bardzo pomyślny i zabawny. Po po-
wrocie byłem tak zmęczony, że się odrazu glebnąłem spać.
Jako, że to ostania notka związana ze Stanami, trzeba tak-
że zakończyć stronę sportową. Nasz sezon lekkoatletyczny
nie był może do końca udany, ale napewno pełny fajnych
wydarzeń, które będą się odbijały w moich wspomnieniach.
No bo przecież jak ja miałem wygrać z czarnoskórymi bie-
gaczami, dla których 10,5 na 100m w wieku 16 lat jest
poprostu naturalne. Amerykanie zawsze byli znakomici w
lekkoatletyce i ja teraz wiem dlaczego. Widziałem to
wszystko z bliska na własne oczy. A co do mojego sezo-
nu to skończył się on na dystrykcie. Szczególnie dołują-
cą była porażka w 4x100. Nie udało się nam dostać na
wyższy szczebel (tj. region) gdyż przegraliśmy o 0,02s.
Musieli sprawdzić nasz bieg na zdjęciu żeby do tego dojść.
Z mojej szkoły do Stanu udało się tylko dostać dwóm osóbkom,
biegaczowi długodystansowemu i skoczkowi o tyczce. Ale nie-
stety nie poszło im tam najlepiej. Dla mnie jednak track to
pozytywne wspomienia. Ciężko się biegało, ale było zabawnie.
Poza sportem i zwiedzaniem ciekawych miejsc nie obeszło się
także bez imprez. I tak zawsze było strasznie miło, a w nie-
które rzeczy, które się na nich działy to aż ciężko uwierzyć.
Ale to już jest czysto Amerykańskie podjeście. Ja zawsze po-
zostawałem sobą. Ale co wspomnienia to wspomnienia...;-).
Wzruszyłem się także, że ludzie byli smutni z powodu mojego
wyjazdu i każdy chciał mnie na jakąs impreze wkręcić. Ale
przecież rozdwoić się nie mogłem. Najważniejsze, że nie
dałem się jakoś głupio złapać (choć raz policja zatrzy-
mala nas jadących na impreze; na szczęście puścili nas
wolno) bo tak to nie był bym dopuszczony do graduacji na
co tak ciężko pracowałem cały rok. A tak to w końcu stało
się. Dnia 27 maja w uroczystej gali kończącej moją edukację
w USA otrzymałem dyplom ukończenia szkoły średniej. Dyre-
ktor się naszarpał z moim nazwiskiem, ale w sumie przeczy-
tał je dość zgrabnie. Po otrzymaniu dyplomu rzuciliśmy na-
sze czapeczki w górę, porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i to
już był koniec High School. Shake & Bake Baby...;-) Na 2
dni przed wylotem do Polski miałem w rękach to po co przy-
jechałem, misja była zakończona sukcesem. Ostanie 48 godzin
spędziłem w gronie moich przyjaciół, którzy odwiedzali mnie
żeby się za mna pożegnać, a także z moją rodzinką. Zagrałem
także kilka ostanich meczy w kosza na boisku w pobliżu mo-
jego domu. Przez 10 miesięcy spędziałem tam dużo czasu. W
ostanim meczu naszy drużyna w składzie: dwóch Amerykanów,
Brazylijczyk, Turek i ja pokonała 5 Amerykanów. Wszystko
zakończyłem ja, pięknym rzutem za 3 punkty. Czas w USA
dobiegł końca. Pakowanko (choć nie wszystko mi się zmie-
ściło), ostatnie formalności i czas było jechać na lotnisko.
A tam się moja rodzinka popłakała i wcale chyba nie chciała
się ze mna rozstawać. Było to naprawdę wzruszające. Ale
wszystko się kiedyś kończy. Kilka przepraw i poleciałem do
Chicago. Tam czekając na samolot do Kopenhagi, obejrzałem
mecz NBA i to był moja ostania czyność w Stanach Zjednocznych.
Teraz jestem w Polsce, moja przygoda z życiem trwa nadal.
A czy Wy chcecie przeczytać jej dalszą część? Chciałbym to
wiedzieć. A narazie się żegnam z Wami i cieszę się wakacjami.
Rodział zwany "American Dream" uważam za zamknięty.
Goodbyes...:*


Podziękowania dla wszystkich dobrych ludziczków, którzy
intersowali się moimi losami za wielka wodą, wspierając
w ciężkich sytuacjach i pobudzajać w chwilach szarości.
Bez Was pewnie nie dałbym rady. Także gorące buziaczki,
całusy, uściski rąk i czego tam tylko sobie zapragniecie.


Dziękuję...


...Maybe...


...My Story Will Be Continued...


...Someday...

Link 19.06.2007 :: 02:46 Komentuj (2)

"Better Than Me"


"I don't know what to take
Thought I was focused but I'm scared
I'm not prepared
I hyperventilate
Looking for help somehow somewhere
And no one cares"
 



Tak już to jakoś jest, że człowiek się przywiązuje.
Przyzwyczajamy się do nowych sytuacji życiowych, nowych
ludzi, nowych miast, a nawet i do tego, że co jakiś czas
mamy wołanie w swoim umyśle żeby napisać sobie gdzieś coś
o własnym życiu i jego przebiegu. Niektórzy mają pamiętniki,
wielcy autorzy mają książki, a ja mam sobie takiego blog'a.
Niby to nie ambitne, niby nie to wielce potrzebne, ale jed-
nak. Z innych powodów się zaczynało, o innych się kontynuje,
historia jednak trwa i narazie będzie trwać. Może kiedyś z
tego wyrosnę, może już wydoroślałem, a może to wcale nie
o dorosłość chodzi. Bo czy człowiek tak naprawdę kiedyś
dorasta? Teoretycznie tak, ale serca mi podpowiada, że nie
do końca. Niezależnie od wieku, żyjemy marzeniami o lepszym
świecie, życiu, a conajmniej wyobrażeniami o radośniejszej
rzeczywistości, która żyjemy na co dzień. Człowiek bez zmar-
twień poprostu nie istnieje. Istnieje za to pogoń za szczę-
ściem. Prawdą jest jednak, że nigdy go dogonimy. Możemy się
do Niego zbliżać, możemy się w Nim zanurzać, możemy w wokól
Niego na chwile zostać, ale nie możemy z Nim zostać na za-
wsze. Perfekcyjności będzimy się doszukiwać już w innym świe-
cie. A tymczasem dopóki żyjemy, będziemy doświadaczać dosło-
wnie wszystkiego. Będziemy skakać od uczucia przez przeczucie
do odczucia, od skrajności w skrajność, od smutku do radości
i co najważniejsze od nienawiści (oby tej było jak najmniej
albo i wogóle) do miłości. Będziemy się także wachać, bać,
wołać o pomoc i gubić. Bo my nigdy nie będziemy bezbłędni.
I tak też jest ze mną po powrocie z USA. Warto było, fajnie
było i napewno zrobiłbym to drugi raz jak bym miał wybierać.
Czuję się znacznie pewniej w życiu niż przed tym jak wyjeżdż-
ałem i musze przyznać, że całe doświadczenie strasznie mnie
umocniło i nadało mi wiary. Znajomi mi mówią: "Zmieniłeś się.",
rodzice: "Jesteśmy z Ciebie dumni.", przyjaciele: "Wydorosla-
łeś.", koleżanki: "Wyprzystojniałeś." :-). A ja sam nie wiem.
Czuje się inaczej, jakoś lepiej i pewniej, ale czy to kwestia
wyjazdu? Chce myśleć, że nie. Dla mnie to kwestia dojrzewania
i znaku, że wchodzę w następny okres życia. Zresztą wszyscy w
pewnych momentach życia do tego dochodzimy. I wiecie co chce
Wam powiedzieć? Boję się. Jestem pewny siebie i skoncentrowa-
ny, ale boję się przyszłego życia. Boję się mijającego czasu i
tego, że nie znajdę miłości, boję się, że ciągle coś mi będzie
w tym przeszkadzało, boję się, że osiągne wiele zawodowo, ale
będę sam,a tak w gruncie rzeczy boję się, że nic w niczym nie
osiągne. I tym momencie wcale nie jestem pesymistą. A nawet
wręcz przeciwnie. Jestem nastawiony stasznie pozytywnie do
wszystkiego i tak naprawdę to doświadczam jeden z najlepszych
czasów w moim życiu. Czuje we wszystkim płyność, czuje, że mo-
gę zrobic wszystko, poprostu jakbym nie widział barier. To niby
głupie porównanie, ale to jest tak jakbym poznał Matrix'a. Skąd
ta refleksja o strachu? Z mojego punktu to bardziej analiza
stanu ducha i udowodnienie tego, że szczęścia się nie da dogo-
nić. To strasznie zabawne, ale tak naprawdę to Ono się tylko
nam czasami pozwala złapać. I stąd powiedzenie, że w życiu
piękne są tylko chwile. I tutaj ktoś poprostu był bardzo mądry
żeby to powiedzieć. A co do mnie? Ja sobie będę dalej szukał
idealistów, idealizmu i pięknej miłości. Bo sobie powtarzam w
duchu, że jak Ją znajdę to będę miał pełne szczęście. No ale
zaraz? Czy to nie ja powiedziałem, że idealizmu nie ma. Ktoś
tu chyba czegoś nie rozumie. Albo ten ktoś nie chce zrozumieć
tego specjalnie. Bo ten ktoś pewnie wierzy, że zawsze jest
ktoś kto jest Better Than Me...


 


...All The Best For The Young Couple...
...Kisses For A Special Person For Some Special Moments...
...Bo W Życiu Piękne Są Tylko Chwile...


...I


choćby dlatego


życie


jest


Piękne...



| GUEST BOOK |

>> ABOUT ME <<

favourite:

Tenshu.pl


NEVER EVER:

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad


powered by Blog.Pl
LayOut from Linkup