"Madness Continues"
"(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey
(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey
(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey
(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey"
Yo, yo everybody!!!
Witam wszystkich po bardzo długiej, trzy-tygodniowej
przerwie. Już pewnie wszyscy mnie zapomnieli..;-) i
myślą, że ja o nich też zapomniałem. Chujki jedne
nawet się na GG nie odezwą i od czasu do czasu nie
spytają jak się mam ...;-) - tak sobie tylko żartuje.
Ogólnie rzecz biorąc to bardzo rzadko bywałem na gg w
godzinach pozwalających na rozmowę ze mną. Poza tym
nie miałem za dużo czasu na conversations i nawet w
weekend nie byłem w stanie żadnej notki umieścić.
Wszyscy się pewnie zastanawiają, co wiec robiłem.
I tutaj muszę przyznać, że przez ostanie 21 dni działo
się naprawdę dużo. Nawet nie wiem od czego zacząć i
w ogóle nie będę próbował wprowadzać chronologii..;-).
Zacznijmy więc od początku...;-), a właściwie od Ski
Club. W ostatnich tygodniach wybrałem się ostanie dwa
razy trochę pośmigać. Pierwszy raz nie był za dobry z
powodu ocieplenia w tamtym czasie, ale drugi raz był
niesamowity. Świeżutki śnieżek i aż nie chciało się
przestać i powiedzieć papa końcu sezonu. Nauczyłem się
śmigać tyłem, siedząc na nartach i ogólnie podsumowując
muszę przyznać, że mam talent do tego sportu, a sezon
był bardzo udany. Zacząłem od niczego, aby stać się cał-
kiem solidnym narciarzem. Wszyscy znajomi byli zadziwieni
jak szybko mi się udało załapać. Czekam z utęsknieniem,
aby zobaczyć prawdziwe stoki, a nie te pagórki, gdzie
przyszło mi się uczyć..;-). Od czegoś jednak trzeba
było zacząć...;-). Przejdźmy teraz do weekend'ow..;-).
A tutaj ostanie dwa to imprezy. Pierwsza była 2 tygo-
dnie temu u Ethan'a Booth'a, spoko rąbniętego ziomka.
Tym razem nie było jeszcze jakoś super rewelacyjnie,
ale mimo to spędziłem trochę miłego czasu, pijąc w
gronie znajomych. Nauczyli mnie tez zarąbistej gry przy
której uchlać się można strasznie szybko...;-)...jak
wrócę do Polski, to koniecznie musicie w to zagrać...już
się nie mogę doczekać...zasady sobie czekają w moim
portfelu na powrót do Polski. Ta impreza była ogólnie
połączona z meczem w kosza naszej drużyny, której poś-
więcę więcej czasu w dalszej części mojej notki. Na
ten mecz wybraliśmy się lekko pijani, aby lepiej się
dopingowało. No i opłacało się, bo nasi wygrali. A
czemu nosiłem okularki przeciwsłoneczne w hali to
nawet nie wiem..;-). Tak więc ta impreza była średnio
udana, ale lepsze coś niż nic. Z kolei impreza z po-
przedniego weekend'u to już zabawa pierwsza klasa.
Tym razem zaczęło się od wizyty na meczu naszych
w kosza (po drodze troszkę pijąc na lepszy humor),
którzy z znowu wygrali przy dopingu naszej sekcji
studenckiej ubranej w barwy szkoły. Po meczu wybra-
łem się ze znajomymi do domu niejakiego Babby..;-).
Było nas gdzieś 20, po czym z upływem nocy zostało
gdzieś 10. Ogólnie za nim tam dotarliśmy to musie-
liśmy jakieś laski zabrać i z powodu zagrożenia
powodziowego w jednym miejscu musieliśmy się cofać.
Ominęliśmy jakąś barierkę bezpieczeństwa, wody wcale
tam nie było, ale bramka z drugiej strony była
zamknięta na łańcuch. Nie udało się nam go rozwalić
i musieliśmy się cofać. Po zabraniu lasek, zaczęliśmy
z kolei błądzić w poszukiwaniu domu Babby. Wpierdzie-
liliśmy się na jakąś farmę, jak z Teksańskiej Masakry
normalnie, ale w końcu szczęśliwie dotarliśmy. I
pic czas było zacząć. Przez całą noc zdążyłem wypić
12 Budweiser'kow, ale ciągle powtarzałem, że są słabe
w porównaniu do polskich piw i wcale nie czułem
się aż tak bardzo na high'u (notabene parę godzin
wcześniej Mary Jane poszła w działanie też..;-).
Ogólnie jednak po imprezie znajomymi mi mówili, że
trochę wkręcony byłem, a znajoma Sarah że jestem
najzabawniejszym kolesiem na świecie. Ogólnie balo-
waliśmy gdzieś do 3,4 w nocy. Graliśmy w rożnego
rodzaju gry związane z piciem, lataliśmy po zamar-
zniętym jeziorku (się kurcze wywaliłem raz..;-),
i wspinaliśmy na słupy telefoniczne. Ogólnie jednak
wszystko było w dobrym miejscu, bo na pustkowiu i
nie było możliwości, żebym z czymś wpadł. Najlepsza
rzecz wieczoru to chyba picie piwa przez lejek i
rurkę. Wlewa się całe piwo do rurki blokując jej
koniec palcem, a później puszcza i pije. Trzeba
być jednak szybkim bo ciśnienie jest większe i piwo
leci do gardełka jak burza. Ogólnie to jak Beerfest,
jak ktoś widział ten film. Rzucaliśmy także lotki
pod nogami albo stojąc tyłem. O mało się nie poza-
bijaliśmy..;-). Udało mi się poznać też kilka fajnych
lasek, ale niestety nie chodzą one do mojej budy i
mieszkają dość daleko. Mimo wszystko jednak, impreza
pozostanie mi w pamięci bo było naprawdę spoko. Nawet
nie musiałem płacić za alkohol, bo było aż za dużo. Tym
bardziej, że Amerykanie są bardzo spoko do studentów
na wymianie. Brawo im za to. Musze tez przyznać po
tych ostatnich dwóch imprezach, obserwacjach i rozmo-
wach, że kolesie strasznie dużo imprezują i ogólnie
kurde jeżeli to prawda jest co mówią (a myślę ze tak)
to niektóre są naprawdę dobre na maksa. Fakt, że mają
wszyscy własne samochody i więcej kasy daje im możli-
wości do naprawdę dobrego imprezowania. Ja mam tylko
nadzieję, że jeszcze się parę razy z nimi powkręcam,
bo niestety sam nie mogę ich zaprosić nigdzie, a także
muszę być bardzo ostrożny i trochę nadwyrężać prawdę
co nieco. A także rodzinka nie lubi jak ciągle jestem
poza domem. Ale dwa miechy jeszcze mam, żeby zobaczyć
jeszcze parę imprez. Tym bardziej, że już praktycznie
całą szkolę znam i ogólnie też jestem tam dość roz-
poznawalny. Muszę tylko liczyć na hojność i dobroć
Amerykanów, bo sam nie jestem tak nadziany..;-). Tak
myślę, że ostatnie 3 miesiące, które rozpoczęły się
tymi ostatnimi trzema tygodniami będą najlepsze z
całego pobytu. Z czasem jest po prostu coraz lepiej.
Szkoda tylko, że jakoś chyba nie znam się na kontaktach
z laskami, bo czy to Polska czy USA, jakoś nie za bardzo
mi w tych sprawach się wiedzie. Ale co fakt to fakt, że
w mojej szkole żadna mnie tak super nie intryguje.
Chyba, że sobie tylko tak tłumaczę żeby mieć jakąś
wymówkę. Sam nie wiem. A może po prostu ja chcę czegoś
romantycznego i magicznego niż amerykańską wyuzdalność.
Tym bardziej, że jakbym kogoś spotkał super, to nie
chciałbym wracać, bo znam siebie w tych sprawach.
Kontynuując moją notkę, która będzie długa, przejdźmy
do koszykówki. Jak pamiętacie z paru poprzednich, za-
cząłem chodzić na mecze już dawno. To było jednak
tylko sezonowe. Po nich rozpoczął się tzw. turniej, w
którym można zostać najlepsza drużyną w stanie. Ku
zdziwieniu wszystkich nasi wygrali już 5 meczy i jeżeli
wygrają jutro to dostaną się do najlepszej czwórki
zespołów w OHIO. Nikt nie wie jak to się dzieje, ale
dla nas to nie ważne. Jesteśmy na każdych meczach
i dopingujemy ich cały czas. Nasza sekcja studencka
jest zwana Black Plague (Czarna Plaga). Wszyscy ubrani
na czarno kibicują naszej drużynie od początku do
samego końca na każdym meczu. Jesteśmy jak ich 6
zawodnik. Ogólnie już liczymy gdzieś z 200 osób.
Nie będę już wracał do poprzednich meczy z turnieju,
które pojawiły się kiedy pisałem o imprezach, ale do
jednego muszę wrócić. Mianowicie do tego ze środy, który
pozwolił nam walczyć jutro (tj. 17 marca) o wejście do
turnieju stanowego. Mecz był oddalony 3h od miejsca gdzie
żyje, w mieście Athens, w hali OHIO UNIVERSITY. Było
tylu chętnych, że szkoła dała 3 autobusy dla kibiców, a
poza tym wielu pojechało na własną rękę. Po dotarciu na
miejsce mieliśmy trochę czasu, więc wybraliśmy się na małą
przechadzkę po Athens. I muszę przyznać, że to miasteczko
jest zarąbiste na maksa. Nie miałem jeszcze okazji
zobaczyć niczego większego (chociaż Athens wcale nie są
duże), ale i tak było lepiej niż moja wiocha...;-).
Widziały mi się wąskie alejki jak z filmów, gdzie murzyni
zazwyczaj przesiadują albo pościgi się odbywają. Ogólnie
fajny klimat. Zachciało mi się kurde tam żyć. Tym bar-
dziej, że ten uniwerek jest 3 w imprezowaniu w całych
USA i muszę przyznać, że to było widać. Śmigneliśmy
do Wendys (fast-food) po drodze gadając po Polsku do
przechodniów (znaczy ja) i potem dotarliśmy z powrotem
do hali. I tutaj kolejny zadziwiający widok. Hala jak
Spodek normalnie. To niby tylko szkoła średnia, a
wszystko wygląda jak zawodowy sport. Po prostu brak mi
słów. Zasiedliśmy w naszej sekcji i mecz się rozpoczął.
Cały czas było strasznie wyrównanie, ale na minutę przed
końcem nasi przegrywali 70:64. Jedna trojka i jedna
akcja z faulem dała nam remis na 20s przed końcem.
Drużyna przeciwna próbowała zorganizować akcję, ale
na 6s przed końcem Lewis przychwycił piłkę i 1,7s
Jacob Brown trafił na 72:70 Eksplozja w naszej
sekcji. Przeciwnicy próbowali jeszcze z połowy trafić,
ale im się nie udało. Nasi wygrali. Dzięki temu jutro
(tj. 17 marca, gramy o wejście do Final Four). I nie
ma siły żebym tam nie był i nie kibicował. A wracając
do meczu ze środy, to muszę jeszcze powiedzieć, że
po nim przez 30min lataliśmy w deszczu, skakaliśmy,
skandowaliśmy i się po prostu cieszyliśmy z naszego
zwycięstwa. Niesamowitość. Poniżej dałem filmik z
ostatniego rzutu i nas skakających po meczu. (jak ktoś
jest spostrzegawczy to mnie tam zauważy..;-). Tak więc
Madness Continuess jutro Trojans do boju...
Teraz na chwilę zajrzyjmy do szkoły. A tutaj ogólnie
jak zazwyczaj z tym tylko, że w tym tygodniu podszedłem
do egzaminów, które zadecydują czy dostane dyplom czy
nie. Ogólnie, nasza matura jest 100 razy trudniejsza
i tylko miałem nieliczne kłopoty z powodu słownictwa
bardziej niż z wiedzy. Mam nadzieję, że zdam (wyniki
gdzieś za miesiąc). Zostaje mi tylko w przyszłym tyg.
wziąć końcowy test z Goverment (bo testy robione w
domu zdałem na same A) i mam ogólnie wakacyjki do
końca, jednocześnie czekając na wyniki obydwóch
testów. Ale myślę, że bez większego problemu powinie-
nem zdać. Także dyplom jest bardzo blisko i cala presja
już ze mnie schodzi. Zostanie mi tylko się poodprężać
do końca roku szkolnego (tj. 22 maja) i wracać do
Polski (nie wiem tylko czy wszystko mi się uda spa-
kować, bo trochę rzeczy mi doszło..;-). Jak się uda
znaleźć coś, to chce popracować przez ostatnie dwa
miechy, żeby zapłacić długi i zabrać parę pamiątek.
Kończąc tę notkę, w której zawarłem prawie wszystko
co chciałem, chcę jeszcze zaznaczyć jak tutaj na
każdą okazję w szkole sprzedają ciuchy, które repre-
zentują szkolny duch. Ja sam juz mam koszulkę po
soccr'erze, bluzę po Ski Club, i koszulkę związana
z koszykówką. Dojdzie mi jeszcze kolejna związana
z Track'iem (lekkoatletyka), którego jestem człon-
kiem. Tym razem na plecach będzie Mafej..;-). Ogólnie
niektórzy ludzie mają więcej ciuchów związanych ze
szkolą niż ja mam normalnych. To jest masakra.
Nasze liceum w Polsce nie ma nawet jednej takiej
rzeczy. No ale co. To w końcu USA, babe. Ameryka.
Tu się kasę wydaje. To jest Hollywood. Ja czasami
jestem jego członkiem i w sumie fajnie, że się
zdecydowałem na ten wyjazd. Mimo niedosytów, bę-
dzie co i kogo wspominać. A może kiedyś zwizytować.
A teraz czas powoli się do Polski zbierać. Ogólnie
liczę na dużo picie, ale nie wiem czy ktoś mnie
tak w ogóle lubi...;-). Zobaczymy. A tymczasem
borym lasem czas się zwijać i szykować na meczola.
Jak nasi wygrają to się chyba pochlastam z radości.
Dawać komentsy czy się podoba bo jak nie to poza-
bijam. Powodzonka na maturce...;-). Całusy..:*
http://rapidshare.com/files/21418555/Athens.rar.html
"Chciałeś śmiać się ze szczęścia
lecz teraz on z Ciebie się śmieje
"I refuse to be a role model
I make mistakes, i learn from everyone
But am i any less holy?
There's no need for you to fear me
If you take the time to hear me,
maybe you can learn to cheer me
I hope u see the light before its ruined"
Magic Gatorade Alawys Makes Homies Look Funny
...Tic - toc...Tic - toc...tic - toc...w momencie
kiedy piszę tę pewnie bez znaczenia wyliczankę, tracę
kolejne sekundy mojego życia. Czas nigdy się dla nas
nie zatrzyma i nie ważne jak bardzo byśmy tego chcieli
nie ma zamiaru na nas czekać. I ta sama oczywista regu-
ła rządzi w przypadku mojego pobytu w USA. Jakby nie
patrzeć już tylko 2 miesiące dzielą mnie od powrotu do
domu. Czy będę czuł radość z powrotu do Polski? Oczy-
wiście, że tak. Czy będę czuł smutek opuszczając USA?
Oczywiście, że tak. Gdzie jest moje miejsce i co będę
robił dalej? Chciałbym znać odpowiedzi na te pytania.
Nie wiem jednak jeszcze do końca jak chcę żeby moje
życie wyglądało i tak naprawdę ciągle szukam właściwego
rytmu i ścieżki, którą mam podążyć. Zostawmy jednak te
rozmyślania mnie i skupmy się na ostatnim 1,5 tygodnia
za Oceanem. Zacznę od smutnej wiadomości. Niestety
meczu, o którym pisałem w ostatniej notce, naszej szkolnej
drużynie nie udało się wygrać (44 - 76) i musieliśmy się
pożegnać z sezonem. Mimo to jednak warto było pojechać
i pokibicować im ostatni raz bo i tak osiągnęli więcej niż
wszyscy od nich oczekiwali - Here we go Trojans Here we
go A co do mnie to sobie przynajmniej zwiedziłem trochę
więcej miasteczko Athens i porobiłem sobie parę pamią-
tkowych fotek. A poza tym gdzie jeden sezon się kończy
to inny się rozpoczyna. Chodzi tutaj o tzw. Track (lekko-
atletyka), którego sam jestem członkiem. Trenowaliśmy
juz od dość dawna, a w ostatni wtorek przyszła pora na
pierwsze zawody. Drużynowo (co tak naprawdę się tutaj
najbardziej liczy) nie poszło nam jednak dobrze. Na 3
szkoły obecne, zajeliśmy ostatnie miejsce. Muszę tylko
dodać, że jedna ze szkól była z wyżej dywizji (więc ona
do końca się nie liczyła, bo i tak była poza zasięgiem).
Ze szkołą, z którą tak naprawdę walczyliśmy, przegraliśmy
o 6 punktów (53 - 47), co wcale nie jest tak tragicznym
wynikiem. Tym bardziej, że nasza drużyna jest strasznie
młoda (ja jestem najstarszy) i bardziej liczy na formę
w drugiej części sezonu. A co do mojego występu to było
średnio (nie do końca jestem z siebie zadowolony). W sko-
ku w dal byłem najlepszy z naszej szkoły (a ostatni raz
skakałem jakieś 6 lat temu), a 3 na 15 w całym konkursie.
W biegu na 200m byłem 5 na 32 (niektórzy kolesie to
poginaja jak motorówki normalnie). A jeśli chodzi o szta-
fety (4x100 i 4x400), które też biegałem, to przegraliśmy
dość znacznie. Na moich zmianach trochę zyskaliśmy, ale
niestety inni tracili (a na 400m nawet ja bo juz zmęczony
byłem). Tak więc ogólnie jak na pierwsze moje zawody to
nie było aż tak całkiem źle...;-). Zresztą ja i tak się tym
tak bardzo nie przejmuję, bo i tak robie to tylko dla zabawy,
zdrowia i poczucia rywalizacji. No i zawsze jakieś ciekawe
wspomnienia zostaną. Bo co jak co, sprinterem już i tak nie
zostanę..;-). Następne zawody w piątek (30-stego). Znowu
będę w 4 konkurencjach (bo tylko tyle można) bo pomimo,
że juz pewnie za stary jestem na to wszystko to i tak
jestem jednym z najmocniejszych punktów tej drużyny..;-).
Wracając teraz na chwile do rozmyślań o czasie i jego
upływie to ogólnie ostanie 2 miesiące, które przede mną,
będą bardziej wyglądać jak wakacje. Podszedłem już do
wszystkich testów, które muszę zdać żeby otrzymać
dyplom i teraz zostało mi tylko czekać na wyniki. Wy-
daje mi się jednak, że powinienem wszystko zdać (mam
tylko małe wątpliwości) i praktycznie mam dyplom High
School w kieszeni. A, ze szkołą idzie mi nadzwyczaj
łatwo stąd podkreśliłem, że tak naprawdę nie mam dużo
rzeczy, o które muszę się juz przejmować. Cały wyjazd
zmienił się więc teraz w małe oczekiwanie na powrót i
po prostu życie w USA tak jak warunki mi na to
pozwalają. I muszę powiedzieć, że jak dla mnie jest
całkiem spoko. Kontynuując jeszcze temat szkoły napo-
mknę dwie rzeczy. Jedna to zaostrzające się reguły w
szkole, które istniały od dawana, ale do tej pory
nikt ich do końca nie przestrzegał. Chodzi mi tutaj
o rzeczy takie jak noszenie zarostu (samemu musiałem
zgolić moją małą bródkę), sprawdzanie czy masz tzw.
Hall Pass kiedy chodzisz po korytarzach i styl ubie-
rania się (niedozwolone są na przykład dziury w dżinsach).
Ogólnie przyjmuje to wszystko z uśmiechem na twarzy i
wcale mnie to nawet nie dziwi, bo już od dawana wiem,
że Amerykanie przesądzają z zasadami i prawem czasem
aż nadto. Chcesz totalną wolność, zostań w Europie, a
najlepiej w Polsce lub dorośnij...;-). Druga rzecz o
której chce wspomnieć wydarzyła się już dawno. Mia-
nowicie jedna z uczennic w mojej szkole napisała na
lekcji hit-list'e (lista ludzi do zabicia) po czym po-
darła ją i wyrzuciła do kosza. Nauczyciel wyciągną ją
i złożył w całość, po czym uczennica została zawieszona
na parę dni. Jak teraz patrzę na to, to w sumie nic tak
wielkiego. Jednak jak pierwszy raz ktoś mi opowiadał
tę historię, to wspomniał, że ona tak naprawdę przyszła
z pistoletem do szkoły, ale jakoś ją cudem złapali. To
się okazało później nieprawdą. Muszę jednak zaznaczyć,
że moja siostra odwiedziła tej uczennicy Myspace (coś
jak mój blog) i tam były teksty, że ona jest sfrustrowa-
na życiem i potrzebuje broń, aby ukarać ludzi w mojej
szkole, bo po prostu nie mogą się tak dłużej traktować.
Było więcej tekstów o takim charakterze, dlatego też
moja mama zgłosiła to na policje bojąc się o własną
córkę, która zna tę uczennice. Poza tym ona uczestniczy
w kursie na ochroniarkę i tak naprawdę ma dostęp do
broni. Podsumowując więc niby nic się nie stało (tylko
stworzyła listę), ale na początku wydawało mi się to
masakryczne. Jakby ktoś wpadł do mojej szkoły z bronią
(tym bardziej, że to juz się zdarzyło w USA) to nie za
ciekawie by było. Kontynuując kontrowersyjne tematy, przej-
dę teraz do ostatniego weekend'u. Wybrałem się na kolejną
imprezę i ogólnie przez pierwsze 3h wszystko było spoko
i cool. Przyszło z 30 osób i ogólnie mile spędzałem czas.
Nawet grałem w beer-pong'a (jak ktoś oglądał Beerfest bę-
dzie wiedział) i muszę powiedzieć, że dominowałem w tej
grze razem z Niemcem. Jak wrócę do Polski to musimy ko-
niecznie zagrać. Impreza jednak się zepsuła ok. 23:00,
bo ktoś wspomniał, że policja krąży wokół domku. Wszyscy
zaczęli się przejmować (ja też, bo jak by mnie złapali, to
konsekwencje mogłyby być straszne - nawet powrót do Polski)
Połowa ludzi się zwinęła, a reszta zaczęła obserwować
co się dzieje wokół domku przez okna. Ja się zdecydowałem
z Niemcem na spacer aż rzeczy ucichną. Wróciliśmy pół go-
dziny później, ale impreza nie była już impreza. W mo-
mencie kiedy zdecydowałem się na powrót do domu (to
było tylko minutę od miejsca gdzie mieszkam piechotą),
ktoś krzyknął, że policja wie gdzie jesteśmy i jedzie
tutaj. Prawie wszyscy zaczęli uciekać z domku, a nie-
którzy schowali się w szafach (jak się później dowie-
działem). Co do mnie, to ja tylko sobie spacerkiem do-
szedłem do domku i poszedłem spać. W sumie nie byłem
nawet pijany, bo coś miałem złe przeczucie przed tą
imprezą (za bardzo przy drodze była i w centrum). Ale
jakby nie patrzeć mały stresik był. Co się okazało na-
stępnego dnia? Wcale policji tam nie było, nikt nie
został na niczym przyłapany, po prostu jakoś wszyscy
niepotrzebnie spanikowali. Mi to wszystko dało jednak
do myślenia i muszę być czujny do samego końca. Bo tyl-
ko dwa miesiące zostały i misja będzie zakończona. Ale,
jestem szczerze przekonany, że wszystko będzie dobrze.
Nie ma innego wyjścia. Co do pikantnych szczegółów o tej
imprezie to nie będę tutaj wspominał. Zaznaczę tylko, że
była na maksa pojechana. Amerykanie nie mogą pic na bazie
dziennej i kiedy mają okazje to totalny syf się robi, bo
przesadzają. Po prostu piją bez klasy. Będę miał zabawne
wspomnienia jak nie wiem co. Powoli zmierzając do końca
mojej notki dodam jeszcze, że dzień po wyczynach wspo-
mnianych wyżej wybrałem się na szkolne przedstawienie.
Tutaj jest tak, że co roku szkoła wybiera jakiś jeden
temat i realizują go. W tym roku szkoła bazowała na
filmie Grease i stworzyła jego teatralna adaptacje.
Po około dwóch miesiącach przygotowań wszystko było
gotowe i przez 4 dni aktorzy dawali z siebie wszystko,
aby oczarować widzów. No i udało im się zaczarować mnie
też. Przedstawienie stało na naprawdę wysokim poziomie
i fajnie było się pośmiać ze szkolnych kolegów (a w
sumie bardziej to podziwiać ich aktorstwo). Naprawdę
byłem pod wrażeniem i podoba mi się, że szkoła daje
takie możliwości. Tym bradziej, że wszystko było zrea-
lizowany z dużym rozmachem jak to na USA przystało.
To chyba tyle o ostatnim czasie. Widać więc, że jest
ogólnie całkiem ciekawie. Jak wspomniałem ostatnio,
jestem już na maksa wkręcony w tutejsze życie. Powoli
mi się nawet ludzie z mojej szkoły nudzą, dlatego też
poznaje z innych miast. Dopadało mnie też myślenie o
przyszłości. Po powrocie do Polski muszę się zdecydo-
wać, co chce robić i muszę powiedzieć, że mam z tym
duży problem. Tym bardziej, że mój amerykański ojciec
mnie ostatnio usilnie namawia na powrotu do USA i stu-
diowaniu tutaj. Pewnego razy upiliśmy się razem do-
mowej roboty winem i mieliśmy taką pogawędkę w dwóch.
Potraktował mnie jak syna i powiedział, że jak coś
to mogę tutaj wrócić, mieszkać, i będzie mi pomagał
jak tylko może. Musze powiedzieć, że to bardzo miłe
z jego strony. Ogólnie nie podejrzewałem, że aż tak
bardzo się moja rodzinka ze mną zżyła i naprawdę chce
dla mnie jak najlepiej (normalnie jak prawdziwa rodzina
się to wydaje). Jestem im wdzięczny za to i cieszę się,
że na nich trafiłem. Poza tym zaprosiłem ich do Polski
na małe imprezowanie, a oni z kolei chcą żeby tutaj
kiedyś moich rodziców przywiózł. Całkiem miły układ się
zrobił. Tak więc, jak w Polsce się zacznie walić, mam
gdzie uciekać. A co do moich studiów. To nie wiem jak
to będzie. Muszę wszystko przemyśleć i na coś zdecydować.
Trudna to decyzja, jedna z najtrudniejszych jakie miałem
dotychczas w moim życiu. Będę walczył o swoje marzenia.
Tym bardziej, że nowa płyta Linkin Park - Minutes to
Midnight nadchodzi i będzie się przy czym zastanawiać.
Już nie mogę się doczekać. Szkoda tylko, że musze chyba
pożegnać się z koncertem LP w Polsce. Znajdę sobie jednak
drugą szansę. Zresztą, Senshiro i tak zamiecie płytę
w Chorzowie specjalnie dla mnie. Gorące pozdrówki dla
niego i podziękowania za poprawianie moich notek. A ja
się zmywam teraz i kontynuuje moją przygodę aktorska w
Amercian Pie...;-]