"Życie Jak Matematyka, Trudne To Zadanie"
"Kiedyś było inaczej, czy się zmieni? - tego nie wiem..
Jadę dalej swoją drogą, nie oglądam się za siebie..
bo to co robię teraz ,robię tylko dla Ciebie
Dla siebie, przyjaciół i dla reszty bliskich osób
Agresywka, napisanie dla mnie to jest właśnie sposób..
wciąż z uniesioną głową, to samo grono osób
Ale było inaczej, że jest lipa opowiadam..
Boże pomóż przetrwać wszystko, na kolanach Ciebie błagam..
żeby wróciły te dni ,kiedy uśmiech był na twarzy..
Żebym spokojnie zasypiał i znów zaczął marzyć..
Bym nie odszedł z tego świata niezapomniany.."
Welcome to Sweet Home America once again. Nie ma co
tu dużo mówić, ale tak prawie niezauważalnie (z powodu
Snowday'ja) minął kolejny tydzień mojego biwakowania ;-).
Już tylko nieco ponad cztery miesiące dzielą mnie od
powrotu do alkoholizmu...;-). Zarazem cieszy mnie to
i smuci. Innymi słowy, dziwnie się to wszystko w moim
umyśle i życiu ostatnio układa. Sam nie jestem już pewien
w jakim kierunku zmierzam. Pomyślimy jak tam dotrzemy ;-].
A teraz pora zajrzeć w parę ostatnich dni mojej egzystencji.
Jak przystało na prawdziwego narciarza (ironia), znowu w
środę wybraliśmy się do Brandywine nieopodal Cleveland
by trochę pośmigać. I musze powiedzieć, ze było rewela-
cyjnie. Lepsze narty i doświadczenie z pierwszego razu
zaowocowały w mile spędzone parę godzin. Wziąłem kolejna
lekcje, udało mi się awansować o jeden poziom, a tak
poza tym to już nawet próbowałem sobie poskakać. I o
dziwo, przeleciałem nawet kilka metrów i zaliczyłem dobre
lądowanie (oczywiście nie telemarkiem). Nie przewracałem
się też już tak często jak za pierwszym razem i ogólnie
powoli staje się narciarzem z prawdziwego zdarzenia.
Nie mogę się już doczekać powrotu do Europy i wybrania
się na jakieś prawdziwe stoki, bo tutaj to 30 s i jest
po zjedzie. No cóż, od czegoś trzeba zacząć. W zbliżającą
środę postaram się porobić trochę fotek i wrzucić gdzieś
tam w eter. W czwartek natomiast, znowu wybrałem się do
YMCA. I tam przetestowałem kolejną dyscyplinę sportową,
której nigdy wcześniej nie miąłem okazji spróbować.
Mianowicie chodzi mi o Raquetball (gra podobna to
Squash'a). Muszę powiedzieć, ze bardzo fajnie się pyka,
tylko nieźle czasami popierdzielać trzeba. Zmachać się
idzie po kilku minutach jak nie wiem co. Nie mam jednak
wątpliwości, że jeszcze nie raz sobie z chęcią w to pogram.
A tak poza tym to trochę popływałem, pograłem w kosza,
tenisa stołowego i takie tam (te dyscypliny to już chyba
znacie co nie..;-). I tak właśnie minął czwartek. Dnia
następnego z kolei, wybrałem się na kolejny mecz w kosza
mojej ukochanej szkoły. I po raz kolejny nie tylko
zachwycałem się samym meczem, ale także mile spędziłem
czas w gronie znajomych. Jako, że wielu z nich sobie
coś wypiło przed meczem, atmosfera na trybunach była
bardzo gorąca. Przez chwilę wydawało mi się, ze jestem
w jakimś amerykańskim filmie. Prawie, że nagie, pijane
laski całujące się między sobą i z wszystkimi innymi,
kolesie, którzy ściągają im spódniczki przy wszystkich,
a one nic sobie z tego nie robią i ogólnie to jeden
wielki burdel...;-) (oczywiście nie wszyscy tacy są).
Co ubaw z tego wszystkiego miałem to miałem. Mam
wrażenie, że tutaj to każdy miał seks z każdym i
wszyscy wszystko o sobie wiedzą, bo szkoła nie jest za
duża. Po prostu American Pie i nie ma co dalej ciągnąc.
Szkoda tylko, że ja jestem tak strasznie ograniczony
przez prawa, zasady, rodzinę i fakt, że muszę się
nieco uczyć, bo tak to bym z chęcią w tym wszystkim
trochę bardziej aktywnie uczestniczył (oczywiście
na mój własny sposób). Kto wie, może jeszcze coś
w kwietniu i maju się uda. Odstrasza mnie tylko
fakt, że kilku ludzi z mojej szkoły złapali na czymś
tam i musza teraz spędzić 10 dni w wiezieniu dla
nieletnich. Jak widać więc, bawić się da jak nie
wiem co, ale ewentualne konsekwencje mogą być nie
za dobre. Teraz może bardziej zrozumiecie dlaczego
tak muszę ze wszystkim uważać i nie znam tak dobrze
ludzi jak bym chciał. Bo najzwyczajniej w świecie
wiele czynników nie pozwala mi tego zrobić. No i
zawsze dochodzi kasa, bo bez niej nigdy się nie ominie.
Wszystko sprowadza się do wniosku, że nie do końca
przez te 10 miesięcy doświadczę życia w USA na miarę
jaką bym chciał. Ale kto wie, może jeszcze mi się
kiedyś wrócić. Wtedy już będę sam decydował o wszystkim.
Kontrast jednak zastraszający. Z jednej strony
zabawa na maksa, z drugiej wielkie zagrożenie, które
może Cię złapać w najmniej spodziewanym momencie.
No i dochodzi do tego małomiasteczkowść i fakt, że
wszyscy sobie wszystko mówią. A później wpada policja
na imprezę i bye, bye. Szkoda mi, że tak to wszystko
jest tutaj dziwnie ustawione, bo strasznie mnie
ciągnie do poimprezowania. No i co najgorsze nie
udaje mi się porobić żadnych fajnych fotek dla
was (bo w szkole nie można robić). Zostały mi
jeszcze trochę czasu do czerwca, zobaczymy czy
coś mi się uda jeszcze zmienić. A jak nie to
czekam z nadzieją na miłe przyjęcie w Polsce.
Muszę tylko przetrwać psychicznie to wszystko,
bo czasami nie wyrabiam. I jeszcze niekończący
się strach, ze nie uda mi się otrzymać dyplomu.
Wtedy sam nie wiem jak moje życie się dalej
potoczy, nie mówiąc już o ogromnym rozczarowaniu
i winie. Boje się często samego siebie i tego
co robię, albo czego nie robię. Czasami mam też
uczucie, że już zaprzepaściłem swoje życie. Nie
mam pojęcia jak to wszystko zrozumieć. Będę więc
dalej żył i próbował rozwiązać to zadanie z gwiazdka.
Może mi się uda, może nie. To tyle na ten czas.
Następny raz następnym razem. Pozdro dla każdego
kto ma jeszcze bardziej zakręcona psychikę niż
ja...;-). G'bye...
P.s
Jakoś cos czuje, że poziom moich notek spada.
Jeżeli też macie takie odczucie, niech ktoś mi
da znać. Będę bardzo wdzięczny. I napiszcie
czy jest coś o czym chcielibyście się dowiedzieć.
"There’s not a star in heaven
That I can’t reach"
"Ta samotność dla mnie jest więzieniem
Promyk szczęścia gdzieś na wodnej ścianie
Fotografia dziś mi pozostaje
Znajdę siłę, by rozerwać kraty
Złamie szyfry, złamie każde prawo
Znajdę cię na końcu świata
Moje serce mówi mi, gdy cię szukać mam.
Daj mi znak, bym mógł odnaleźć cię
Rzucę serce za horyzont
Zniszczę każdy mur, znosie każdy ból,
Na anioła skrzydłach po ciebie wzbije się"
USA...wtorek 13 lutego...godzina 6:10 rano...
...wstaje zmęczony żeby szykować się do kolejnego
dnia w szkole...w międzyczasie słucham radia
w nadziei na kolejny snowday...i co?...po raz
kolejny się doczekałem na magiczne zdanie...
...Tuscarawas Local Schools Closed...;-). To
już snowday number four w moim życiu. I jakby
było mało zapowiada się, że mogę w tym tygodniu
w ogóle nie pójść do szkoły, bo śnieg sypie jak
oszalały i do wieczora mam go być z 30 cm. Tak
więc czas zaczyna mijać jeszcze szybciej i coraz
bardziej zbliża się mój powrót do Polski. Jako,
że zbliżający się piątek i poniedziałek mam wolny,
mogę stwierdzić, że już praktycznie po lutym.
Zostaje mi tylko marzec, kwiecień i maj, a potem
wracam do Polanderów (jak to mnie czasami
Amerykanie przezywają). W ostatni weekend nie
miałem najlepszego nastroju i dlatego też nie udało
mi się umieścić żadnej notki o poprzednim tygodniu.
Teraz jednak, moje samopoczucie znowu wywindowało
i wróciłem, aby czarować was kolejna notka..;-).
Nie będę jednak długo się rozwodził, bo nie chce
powtarzać tego samego. Poprzedni tydzień to jak
poprzednie dwa, trzy główne rzeczy: Ski Club,
YMCA, i oczywiście Ball Game. I po raz kolejny
te trzy zajęcia spełniły swoje cele i spędziłem
dużo dobrego czasu. Poza tym rzeczami, których
nie chce już szerzej opisywać (bo to zrobiłem
już w poprzednich notkach), próbowałem się w
weekend wyrwać gdzieś na imprezę z prawdziwego
zdarzenia. Tym razem jeszcze mi się nie udało,
choć muszę powiedzieć, że było już bardzo blisko.
Jeżeli warunki atmosferyczne pozwolą, w zbliżający
się weekend już na pewno gdzieś wyskoczę. Nie wiem
jeszcze czy będę pił (raczej nie), ale chodzi mi
głównie o spędzenie dobrych chwil z zakręconymi
na maksa Amerykanami. Ostatnio dużo słyszę o tych
wszystkich imprezach, i jak to jest prawa co mówią,
to OMG...;-). Mam nadzieję, że już niedługo się
przekonamy. Poznałem już całe imprezowe środowisko
i wiem kiedy się coś odbywa albo nie. Pozostaje
mi tylko wybrać się i grzecznie zachowywać, bo
nie chcemy żeby czasami po - po wpadło i zwinęło
biednego Polaczka..:-). Jak to mówią, wszystko
jest dobre, trzeba tylko zachować umiar i być
rozsądnym no matter what. Innymi słowy, mam
nadzieję, że nikogo nie zapłodnię; (zdanie wyjęte
z umysłu prawie każdego Amerykanina)...;-).
Normalnie nie mogę czasami jak niektórzy z nich
maja łby zryte, ale co fakt to fakt, pośmiać się
z nimi można. Trzeba tylko uważać, bo mają za dużo
gejowskich zachowań...a no bo przecież my jesteśmy
jedna wielka rodzina ...;-). Podsumowując ten krótki
opis, powoli wyłania się przede mną prawdziwy obraz
Ameryki, Ameryki z tych wszystkich debilnych filmów,
Ameryki, z której kochamy się nabijać. A co do mnie?
Ja kontynuuję moją, własną misję, z którą tutaj
przybyłem. Po drodze będę się jednak starał mieć jak
najwięcej zabawy jak można, żeby było co wspominać.
W końcu to i tak tu nie zostaje, w moim przypadku
to tylko etap do czegoś większego. A jak się uda,
to wracam tu kiedyś z Polską ekipą, and we will
rock this fuckin', crazy place...yeah...;-). I to była
moja notka na ten tydzień...styl kontrowersyjny, styl
amerykański... bo ja duszą zawsze byłem, jestem i
będę Polakiem...pozdro dla każdego kto czuje się moim
ziomem...;-)...i nie tylko..;-)
"Everyone has a secret"
"And I'm surrounded by
A million people I
I still feel alone
And I wanna find home"
"Another aeroplane
Another sunny place
I'm lucky I know
But I wanna find home"
...It's like I just stepped outside...
"Bo i tak nikt tego nie przeczyta
Bo i tak nikt tego nie skomentuje
Bo i tak nie ma o czym pisać
Bo i tak nie ma co sie wyżalać
Bo i tak ciągle jestem samotny
Bo i tak ciągle mam nadzieję
Bo i tak nikt nie jest doskonały
Bo i tak nikt tego nie zrozumie
Bo i tak nie wiem po co to pisze
Bo i tak nie wiem czy Ją znajdę
Bo i tak to nie ma sensu
Bo i tak to nic nie zmieni
Bo i tak mam to gdzieś
Bo i tak mam własny świat
Bo i tak mam dobry humor
Bo i tak ciągle będę biegł
Bo i tak będę sie bał
Bo i tak życie jest magiczne
Bo i tak są pytania bez odpowiedzi
Bo i tak kocham to co mam
Bo i tak wszystko sie kiedyś kończy"
Some Snowy Stuff
http://rapidshare.com/files/17475704/Mad_Day.rar.html
Link 27.02.2007 :: 23:41 Komentuj (2)"?...Am I The Child of The Sky...?"
"I’m wondering alone in an open space
Looking around for a human trace
Along the edge of this satellite
Loosing the root in this empty sky
Everything’s flowing through day and night
No noise is breaking my silent star
I’m on the run I can go so far
This is the lesson I had to learn
This is the treasure I had to earn
I am the owner in nowhere land
Queen of the castle that’s made of sand
Staring in front of the universe
Maybe someday I’ll be somewhere else
I’m sure I’ll do it, but till’ that day
Here on my cell I am just a castaway"
Tak na szybcika, tak żeby zostawić jakiś ślad,
tak żeby chociaż ktoś kto w głębi serca czeka
na kolejną notkę mógł sobie coś przeczytać, tak
bez przemyślunku, tak z zakamarków duszy prosto
do Was. Tak żebym mógł sobie kiedyś to przeczytać,
i wrócić myślami do tak dziwnego czasu, który
przyszło mi doświadczać. Z dala od rodziny, z
dala od przyjaciół, z dala od wszystkiego, co
stworzyło moje życie od mojego urodzenia, z dala
od wszystkiego. Nowy, inny świat i Ja. Często
zagubiony, szukający wsparcia, mimo iż Go nie ma,
walczę o swoje marzenia w ciemnościach budzących
strach. Nie mam zamiaru się jednak bać. Będę śmigał
aż mi starczy sił, mimo złych dni, mimo złych uczuć,
mimo złych chwil, pomimo wszystkiego złego co świat
często na nas bezprzyczynowo rzuca. Przetrwałem
już wiele, i wiem, że mogę przetrwać jeszcze więcej,
Mimo poniżeń, kłopotliwych sytuacji i wstydu za
samego siebie. Po prostu nie mam wyjścia. Jak ktoś
powiedział: Życie to nie kino, z którego możesz
wyjść jak się znudzi . Ja dodam, że z ciała też nie
można wyjść i mimo iż często nie wytrzymujemy
z samym sobą, to i tak jakoś musimy kontynuować naszą
podroż do...(tutaj już każdy musi sobie opowiedzieć
sam). A co do mnie. To już wiele o tych USA
napisałem. Były dobre rzeczy, były złe rzeczy, byłe i
dziwne rzeczy. I pewnie będzie tak do końca. Sumując
jednak na 3 miesiące przed moim powrotem do Polski,
muszę przyznać, że i tak toczy się to lepiej niż sobie
wyobrażałem. I mimo, że jak to zawsze bywa chciałoby
się więcej, to trzeba przyjąć to co się ma. Bo w
życiu naprawdę nie ma czasu żeby się przejmować
wszystkimi pierdołami, jak to ja mam w zwyczaju robić.
Mam zamiar to w końcu zmienić, wkurzyłem się na to
wszystko, za dużo piękna żeby przejmować się brzydota.
Na świecie jest 6 miliardów ludzi i około 1,2 mld
Chińczyków, i tak się nie pozna wszystkich.
Poznawajmy więc tych, na których udaje się nam
napotkać i dzielmy się z nimi wiedzą o życiu, bo
naprawdę warto. World Hold On. To tyle bawienia się
w filozofa. Czas przypomnieć wydarzenia ostatniego
tygodnia. Czuje się z tym czasami jak w NBA Action
jeżeli ktoś pamięta ten program. Na początku zajrzyjmy
na chwilę na szkolne korytarze. A tutaj jak to stary
Mafej (już niedługo 19 stuka do mych drzwi) ma w
zwyczaju, same A+. Daje nam to skromną średnią 4.0
(ale czy 4.0 jest równe 6.0, miałbym wątpliwości...;-).
Muszę też zauważyć, że zająłem się moim kursem o
Amerykańskim rządzie, który potrzebuję do graduacji i
już prawie się z nim uporałem. Muszę tylko zdać egzamin
w szkole i będę miał kłopot z głowy. Ten test i
zbliżający się inny egzamin, zwany OGT (obejmuje
pisanie, czytanie, maksę, historię, i science) zdecyduje
czy wyjadę z USA z ukończeniem High School, czy nie.
Do połowy marca wszystko się wyjaśni. 3majcie za mnie
kciuki u stop...;-). Tak więc tylko parę egzaminów
obciąża moją głowę i w sumie nic więcej. Bo samo
chodzenie do szkoły to jakby się codziennie 7 okienek
miało...I don't even kidding...;-). Innymi słowy,
muszę się przyłożyć do teścików (które ponoć są
bardzo łatwe) i główny cel będzie osiągnięty. Wtedy
będę już na totalnym luzie i ostatnie dwa miechy
postaram się spędzić bardziej na zabawie i spędzaniu
miłego czasu niż nauce. Już nie mogę się doczekać.
Wydaje mi się ponadto, że już niedługo powinienem
się jakieś party wykombinować i trochę odprężyć,
oczywiście bez wygłupów...;-). W ostatni weekend nie
wyszło z powodu odpadających od samochodów kół,
i wyjazdów na mecze Ohio State. Zobaczymy co będzie
w ten weekend. Jak już się stało tradycją, wybrałem
się w ostatnią środę po raz piąty na narty. Muszę
przyznać, że to był najlepszy raz. Już całkiem nieźle
potrafię szarżować, także zabawa była przednia. W parku
przeszkód się latało już po 4, 5m choć na razie lądowanie
jeszcze szwankuje. Ale uczucie samego lotu, jest naprawdę
nie do opisania. No i ponadto posłuchało się trochę
historii o Amerykańskim życiu z ust Robyn, która towa-
rzyszyła nam (mi, Josch'y, i Sean'owi) w szusowaniu
po stokach. Zapisałem się także do track'u, coś a'la
lekkoatletyka i będę najprawdopodobniej biegał dla mojej
szkoły. Już dwa treningi za mną i muszę powiedzieć, że
byłem trochę zmęczony..:-). Ale co, rekord na 100m się
pobije co nie..:-) Niedługo zaczniemy już na maksa. I to
będzie na tyle z tego co się działo na kortach NBA (nota-
bene mecz gwiazd był całkiem na poziomie, szkoda tylko że
nie za bardzo zacięty). No i Gale Oskarowa też się
obejrzało trochę wcześniej.To co? Po tym, krótkim oderwaniu
się od życia w USA, muszę już do niego wracać. Godzina
11:25 pm, poniedziałek, jutro szkoła, 6:50 am, the bus
comes,i'm sleepy but who cares, życie na nikogo nie ma
zamiaru czekać. Nie mogę odkładać jego rozpoczęcia
na później, nie ma czasu do stracenia. We are the
Children of The Sky. Świat stoi dla Nas otworem.
Ciekawostki o USA:
1. Żeby wybrać się bądź do ubikacji, bądź do dyrka,
bądź do biblioteki, musisz mieć Hall Pass, który
jest wypisywany przez nauczycieli. Poza tym oni
zapisują jak długo Cię nie było. Nie ma tak, że
śmigasz Bóg wie gdzie. Ach te Stany...;-)... Można
się z nich pośmiać.
2. Kiedy ostatnio w szkole miała się odbyć bijatyka
między paroma kolesiami, jakoś dziwnie wszyscy
nauczyciele o tym wiedzieli i zebrali się w pobliżu
Cafeterii tak, aby do niczego nie doszło. No i walki
nie było. Ciekaw tylko jestem jak wiedzieli. Pytaj
się Amerykanów. Wiem tylko, że jeden nauczyciel
zna Kung - Fu (Mr. Jacobs) i on też tam był.
3. Uczestniczę teraz w Science Fair. Jak ktoś pamięta
z filmów, konkursy rożnego rodzaju projektów, gdzie
uczniowie się zbierają w sali gimnastycznej i
prezentują swoje dzieła do oceny to to jest właśnie
to. Ktoś zbudował tutaj komputer na olej roślinny i
ogólnie jest takim geniuszem, że już ma tyle
stypendiów, co Adam Małysz zwycięstw w Pucharze
Świata. Skąd Amerykanie biorą takich ludzi, to ja
nie wiem. Na pozór wszyscy wydają się nie za
mądrzy...:-).
4. Za bijatykę w szkole dostaje się 3-dniowe
zawieszenie, co oznacza 3 wolne dni od szkoły.
Niestety z wszystkiego co było w szkole jak
testy itp. dostaje się 0 punktów. Nie warto się
więc bić...:-)
5. Więcej ciekawostek nie pamiętam, ale wiem, że
jest ich mnóstwo.
...C'ya 4 u 'll...
'zdro 4 Senshiro