Link 17.03.2007 :: 17:53 Komentuj (3)

"Madness Continues"


"(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey
(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey
(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey
(What goes around comes back around)
I thought I told ya, hey"



Yo, yo everybody!!!
Witam wszystkich po bardzo długiej, trzy-tygodniowej
przerwie. Już pewnie wszyscy mnie zapomnieli..;-) i
myślą, że ja o nich też zapomniałem. Chujki jedne
nawet się na GG nie odezwą i od czasu do czasu nie
spytają jak się mam ...;-) - tak sobie tylko żartuje.
Ogólnie rzecz biorąc to bardzo rzadko bywałem na gg w
godzinach pozwalających na rozmowę ze mną. Poza tym
nie miałem za dużo czasu na conversations i nawet w
weekend nie byłem w stanie żadnej notki umieścić.
Wszyscy się pewnie zastanawiają, co wiec robiłem.
I tutaj muszę przyznać, że przez ostanie 21 dni działo
się naprawdę dużo. Nawet nie wiem od czego zacząć i
w ogóle nie będę próbował wprowadzać chronologii..;-).
Zacznijmy więc od początku...;-), a właściwie od Ski
Club. W ostatnich tygodniach wybrałem się ostanie dwa
razy trochę pośmigać. Pierwszy raz nie był za dobry z
powodu ocieplenia w tamtym czasie, ale drugi raz był
niesamowity. Świeżutki śnieżek i aż nie chciało się
przestać i powiedzieć papa końcu sezonu. Nauczyłem się
śmigać tyłem, siedząc na nartach i ogólnie podsumowując
muszę przyznać, że mam talent do tego sportu, a sezon
był bardzo udany. Zacząłem od niczego, aby stać się cał-
kiem solidnym narciarzem. Wszyscy znajomi byli zadziwieni
jak szybko mi się udało załapać. Czekam z utęsknieniem,
aby zobaczyć prawdziwe stoki, a nie te pagórki, gdzie
przyszło mi się uczyć..;-). Od czegoś jednak trzeba
było zacząć...;-). Przejdźmy teraz do weekend'ow..;-).
A tutaj ostanie dwa to imprezy. Pierwsza była 2 tygo-
dnie temu u Ethan'a Booth'a, spoko rąbniętego ziomka.
Tym razem nie było jeszcze jakoś super rewelacyjnie,
ale mimo to spędziłem trochę miłego czasu, pijąc w
gronie znajomych. Nauczyli mnie tez zarąbistej gry przy
której uchlać się można strasznie szybko...;-)...jak
wrócę do Polski, to koniecznie musicie w to zagrać...już
się nie mogę doczekać...zasady sobie czekają w moim
portfelu na powrót do Polski. Ta impreza była ogólnie
połączona z meczem w kosza naszej drużyny, której poś-
więcę więcej czasu w dalszej części mojej notki. Na
ten mecz wybraliśmy się lekko pijani, aby lepiej się
dopingowało. No i opłacało się, bo nasi wygrali. A
czemu nosiłem okularki przeciwsłoneczne w hali to
nawet nie wiem..;-). Tak więc ta impreza była średnio
udana, ale lepsze coś niż nic. Z kolei impreza z po-
przedniego weekend'u to już zabawa pierwsza klasa.
Tym razem zaczęło się od wizyty na meczu naszych
w kosza (po drodze troszkę pijąc na lepszy humor),
którzy z znowu wygrali przy dopingu naszej sekcji
studenckiej ubranej w barwy szkoły. Po meczu wybra-
łem się ze znajomymi do domu niejakiego Babby..;-).
Było nas gdzieś 20, po czym z upływem nocy zostało
gdzieś 10. Ogólnie za nim tam dotarliśmy to musie-
liśmy jakieś laski zabrać i z powodu zagrożenia
powodziowego w jednym miejscu musieliśmy się cofać.
Ominęliśmy jakąś barierkę bezpieczeństwa, wody wcale
tam nie było, ale bramka z drugiej strony była
zamknięta na łańcuch. Nie udało się nam go rozwalić
i musieliśmy się cofać. Po zabraniu lasek, zaczęliśmy
z kolei błądzić w poszukiwaniu domu Babby. Wpierdzie-
liliśmy się na jakąś farmę, jak z Teksańskiej Masakry
normalnie, ale w końcu szczęśliwie dotarliśmy. I
pic czas było zacząć. Przez całą noc zdążyłem wypić
12 Budweiser'kow, ale ciągle powtarzałem, że są słabe
w porównaniu do polskich piw i wcale nie czułem
się aż tak bardzo na high'u (notabene parę godzin
wcześniej Mary Jane poszła w działanie też..;-).
Ogólnie jednak po imprezie znajomymi mi mówili, że
trochę wkręcony byłem, a znajoma Sarah że jestem
najzabawniejszym kolesiem na świecie. Ogólnie balo-
waliśmy gdzieś do 3,4 w nocy. Graliśmy w rożnego
rodzaju gry związane z piciem, lataliśmy po zamar-
zniętym jeziorku (się kurcze wywaliłem raz..;-),
i wspinaliśmy na słupy telefoniczne. Ogólnie jednak
wszystko było w dobrym miejscu, bo na pustkowiu i
nie było możliwości, żebym z czymś wpadł. Najlepsza
rzecz wieczoru to chyba picie piwa przez lejek i
rurkę. Wlewa się całe piwo do rurki blokując jej
koniec palcem, a później puszcza i pije. Trzeba
być jednak szybkim bo ciśnienie jest większe i piwo
leci do gardełka jak burza. Ogólnie to jak Beerfest,
jak ktoś widział ten film. Rzucaliśmy także lotki
pod nogami albo stojąc tyłem. O mało się nie poza-
bijaliśmy..;-). Udało mi się poznać też kilka fajnych
lasek, ale niestety nie chodzą one do mojej budy i
mieszkają dość daleko. Mimo wszystko jednak, impreza
pozostanie mi w pamięci bo było naprawdę spoko. Nawet
nie musiałem płacić za alkohol, bo było aż za dużo. Tym
bardziej, że Amerykanie są bardzo spoko do studentów
na wymianie. Brawo im za to. Musze tez przyznać po
tych ostatnich dwóch imprezach, obserwacjach i rozmo-
wach, że kolesie strasznie dużo imprezują i ogólnie
kurde jeżeli to prawda jest co mówią (a myślę ze tak)
to niektóre są naprawdę dobre na maksa. Fakt, że mają
wszyscy własne samochody i więcej kasy daje im możli-
wości do naprawdę dobrego imprezowania. Ja mam tylko
nadzieję, że jeszcze się parę razy z nimi powkręcam,
bo niestety sam nie mogę ich zaprosić nigdzie, a także
muszę być bardzo ostrożny i trochę nadwyrężać prawdę
co nieco. A także rodzinka nie lubi jak ciągle jestem
poza domem. Ale dwa miechy jeszcze mam, żeby zobaczyć
jeszcze parę imprez. Tym bardziej, że już praktycznie
całą szkolę znam i ogólnie też jestem tam dość roz-
poznawalny. Muszę tylko liczyć na hojność i dobroć
Amerykanów, bo sam nie jestem tak nadziany..;-). Tak
myślę, że ostatnie 3 miesiące, które rozpoczęły się
tymi ostatnimi trzema tygodniami będą najlepsze z
całego pobytu. Z czasem jest po prostu coraz lepiej.
Szkoda tylko, że jakoś chyba nie znam się na kontaktach
z laskami, bo czy to Polska czy USA, jakoś nie za bardzo
mi w tych sprawach się wiedzie. Ale co fakt to fakt, że
w mojej szkole żadna mnie tak super nie intryguje.
Chyba, że sobie tylko tak tłumaczę żeby mieć jakąś
wymówkę. Sam nie wiem. A może po prostu ja chcę czegoś
romantycznego i magicznego niż amerykańską wyuzdalność.
Tym bardziej, że jakbym kogoś spotkał super, to nie
chciałbym wracać, bo znam siebie w tych sprawach.
Kontynuując moją notkę, która będzie długa, przejdźmy
do koszykówki. Jak pamiętacie z paru poprzednich, za-
cząłem chodzić na mecze już dawno. To było jednak
tylko sezonowe. Po nich rozpoczął się tzw. turniej, w
którym można zostać najlepsza drużyną w stanie. Ku
zdziwieniu wszystkich nasi wygrali już 5 meczy i jeżeli
wygrają jutro to dostaną się do najlepszej czwórki
zespołów w OHIO. Nikt nie wie jak to się dzieje, ale
dla nas to nie ważne. Jesteśmy na każdych meczach
i dopingujemy ich cały czas. Nasza sekcja studencka
jest zwana Black Plague (Czarna Plaga). Wszyscy ubrani
na czarno kibicują naszej drużynie od początku do
samego końca na każdym meczu. Jesteśmy jak ich 6
zawodnik. Ogólnie już liczymy gdzieś z 200 osób.
Nie będę już wracał do poprzednich meczy z turnieju,
które pojawiły się kiedy pisałem o imprezach, ale do
jednego muszę wrócić. Mianowicie do tego ze środy, który
pozwolił nam walczyć jutro (tj. 17 marca) o wejście do
turnieju stanowego. Mecz był oddalony 3h od miejsca gdzie
żyje, w mieście Athens, w hali OHIO UNIVERSITY. Było
tylu chętnych, że szkoła dała 3 autobusy dla kibiców, a
poza tym wielu pojechało na własną rękę. Po dotarciu na
miejsce mieliśmy trochę czasu, więc wybraliśmy się na małą
przechadzkę po Athens. I muszę przyznać, że to miasteczko
jest zarąbiste na maksa. Nie miałem jeszcze okazji
zobaczyć niczego większego (chociaż Athens wcale nie są
duże), ale i tak było lepiej niż moja wiocha...;-).
Widziały mi się wąskie alejki jak z filmów, gdzie murzyni
zazwyczaj przesiadują albo pościgi się odbywają. Ogólnie
fajny klimat. Zachciało mi się kurde tam żyć. Tym bar-
dziej, że ten uniwerek jest 3 w imprezowaniu w całych
USA i muszę przyznać, że to było widać. Śmigneliśmy
do Wendys (fast-food) po drodze gadając po Polsku do
przechodniów (znaczy ja) i potem dotarliśmy z powrotem
do hali. I tutaj kolejny zadziwiający widok. Hala jak
Spodek normalnie. To niby tylko szkoła średnia, a
wszystko wygląda jak zawodowy sport. Po prostu brak mi
słów. Zasiedliśmy w naszej sekcji i mecz się rozpoczął.
Cały czas było strasznie wyrównanie, ale na minutę przed
końcem nasi przegrywali 70:64. Jedna trojka i jedna
akcja z faulem dała nam remis na 20s przed końcem.
Drużyna przeciwna próbowała zorganizować akcję, ale
na 6s przed końcem Lewis przychwycił piłkę i 1,7s
Jacob Brown trafił na 72:70   Eksplozja w naszej
sekcji. Przeciwnicy próbowali jeszcze z połowy trafić,
ale im się nie udało. Nasi wygrali. Dzięki temu jutro
(tj. 17 marca, gramy o wejście do Final Four). I nie
ma siły żebym tam nie był i nie kibicował. A wracając
do meczu ze środy, to muszę jeszcze powiedzieć, że
po nim przez 30min lataliśmy w deszczu, skakaliśmy,
skandowaliśmy i się po prostu cieszyliśmy z naszego
zwycięstwa. Niesamowitość. Poniżej dałem filmik z
ostatniego rzutu i nas skakających po meczu. (jak ktoś
jest spostrzegawczy to mnie tam zauważy..;-). Tak więc
Madness Continuess jutro    Trojans do boju...   
Teraz na chwilę zajrzyjmy do szkoły. A tutaj ogólnie
jak zazwyczaj z tym tylko, że w tym tygodniu podszedłem
do egzaminów, które zadecydują czy dostane dyplom czy
nie. Ogólnie, nasza matura jest 100 razy trudniejsza
i tylko miałem nieliczne kłopoty z powodu słownictwa
bardziej niż z wiedzy. Mam nadzieję, że zdam (wyniki
gdzieś za miesiąc). Zostaje mi tylko w przyszłym tyg.
wziąć końcowy test z Goverment (bo testy robione w
domu zdałem na same A) i mam ogólnie wakacyjki do
końca, jednocześnie czekając na wyniki obydwóch
testów. Ale myślę, że bez większego problemu powinie-
nem zdać. Także dyplom jest bardzo blisko i cala presja
już ze mnie schodzi. Zostanie mi tylko się poodprężać
do końca roku szkolnego (tj. 22 maja) i wracać do
Polski (nie wiem tylko czy wszystko mi się uda spa-
kować, bo trochę rzeczy mi doszło..;-). Jak się uda
znaleźć coś, to chce popracować przez ostatnie dwa
miechy, żeby zapłacić długi i zabrać parę pamiątek.
Kończąc tę notkę, w której zawarłem prawie wszystko
co chciałem, chcę jeszcze zaznaczyć jak tutaj na
każdą okazję w szkole sprzedają ciuchy, które repre-
zentują szkolny duch. Ja sam juz mam koszulkę po
soccr'erze, bluzę po Ski Club, i koszulkę związana
z koszykówką. Dojdzie mi jeszcze kolejna związana
z Track'iem (lekkoatletyka), którego jestem człon-
kiem. Tym razem na plecach będzie Mafej..;-). Ogólnie
niektórzy ludzie mają więcej ciuchów związanych ze
szkolą niż ja mam normalnych. To jest masakra.
Nasze liceum w Polsce nie ma nawet jednej takiej
rzeczy. No ale co. To w końcu USA, babe. Ameryka.
Tu się kasę wydaje. To jest Hollywood. Ja czasami
jestem jego członkiem i w sumie fajnie, że się
zdecydowałem na ten wyjazd. Mimo niedosytów, bę-
dzie co i kogo wspominać. A może kiedyś zwizytować.
A teraz czas powoli się do Polski zbierać. Ogólnie
liczę na dużo picie, ale nie wiem czy ktoś mnie
tak w ogóle lubi...;-). Zobaczymy. A tymczasem
borym lasem czas się zwijać i szykować na meczola.
Jak nasi wygrają to się chyba pochlastam z radości.
Dawać komentsy czy się podoba bo jak nie to poza-
bijam. Powodzonka na maturce...;-). Całusy..:*


http://rapidshare.com/files/21418555/Athens.rar.html



| GUEST BOOK |

>> ABOUT ME <<

favourite:

Tenshu.pl


NEVER EVER:

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad


powered by Blog.Pl
LayOut from Linkup