"Madness Continues"
"(What goes around comes back around) I thought I told ya, hey (What goes around comes back around) I thought I told ya, hey (What goes around comes back around) I thought I told ya, hey (What goes around comes back around) I thought I told ya, hey"
Yo, yo everybody!!! Witam wszystkich po bardzo długiej, trzy-tygodniowej przerwie. Już pewnie wszyscy mnie zapomnieli..;-) i myślą, że ja o nich też zapomniałem. Chujki jedne nawet się na GG nie odezwą i od czasu do czasu nie spytają jak się mam ...;-) - tak sobie tylko żartuje. Ogólnie rzecz biorąc to bardzo rzadko bywałem na gg w godzinach pozwalających na rozmowę ze mną. Poza tym nie miałem za dużo czasu na conversations i nawet w weekend nie byłem w stanie żadnej notki umieścić. Wszyscy się pewnie zastanawiają, co wiec robiłem. I tutaj muszę przyznać, że przez ostanie 21 dni działo się naprawdę dużo. Nawet nie wiem od czego zacząć i w ogóle nie będę próbował wprowadzać chronologii..;-). Zacznijmy więc od początku...;-), a właściwie od Ski Club. W ostatnich tygodniach wybrałem się ostanie dwa razy trochę pośmigać. Pierwszy raz nie był za dobry z powodu ocieplenia w tamtym czasie, ale drugi raz był niesamowity. Świeżutki śnieżek i aż nie chciało się przestać i powiedzieć papa końcu sezonu. Nauczyłem się śmigać tyłem, siedząc na nartach i ogólnie podsumowując muszę przyznać, że mam talent do tego sportu, a sezon był bardzo udany. Zacząłem od niczego, aby stać się cał- kiem solidnym narciarzem. Wszyscy znajomi byli zadziwieni jak szybko mi się udało załapać. Czekam z utęsknieniem, aby zobaczyć prawdziwe stoki, a nie te pagórki, gdzie przyszło mi się uczyć..;-). Od czegoś jednak trzeba było zacząć...;-). Przejdźmy teraz do weekend'ow..;-). A tutaj ostanie dwa to imprezy. Pierwsza była 2 tygo- dnie temu u Ethan'a Booth'a, spoko rąbniętego ziomka. Tym razem nie było jeszcze jakoś super rewelacyjnie, ale mimo to spędziłem trochę miłego czasu, pijąc w gronie znajomych. Nauczyli mnie tez zarąbistej gry przy której uchlać się można strasznie szybko...;-)...jak wrócę do Polski, to koniecznie musicie w to zagrać...już się nie mogę doczekać...zasady sobie czekają w moim portfelu na powrót do Polski. Ta impreza była ogólnie połączona z meczem w kosza naszej drużyny, której poś- więcę więcej czasu w dalszej części mojej notki. Na ten mecz wybraliśmy się lekko pijani, aby lepiej się dopingowało. No i opłacało się, bo nasi wygrali. A czemu nosiłem okularki przeciwsłoneczne w hali to nawet nie wiem..;-). Tak więc ta impreza była średnio udana, ale lepsze coś niż nic. Z kolei impreza z po- przedniego weekend'u to już zabawa pierwsza klasa. Tym razem zaczęło się od wizyty na meczu naszych w kosza (po drodze troszkę pijąc na lepszy humor), którzy z znowu wygrali przy dopingu naszej sekcji studenckiej ubranej w barwy szkoły. Po meczu wybra- łem się ze znajomymi do domu niejakiego Babby..;-). Było nas gdzieś 20, po czym z upływem nocy zostało gdzieś 10. Ogólnie za nim tam dotarliśmy to musie- liśmy jakieś laski zabrać i z powodu zagrożenia powodziowego w jednym miejscu musieliśmy się cofać. Ominęliśmy jakąś barierkę bezpieczeństwa, wody wcale tam nie było, ale bramka z drugiej strony była zamknięta na łańcuch. Nie udało się nam go rozwalić i musieliśmy się cofać. Po zabraniu lasek, zaczęliśmy z kolei błądzić w poszukiwaniu domu Babby. Wpierdzie- liliśmy się na jakąś farmę, jak z Teksańskiej Masakry normalnie, ale w końcu szczęśliwie dotarliśmy. I pic czas było zacząć. Przez całą noc zdążyłem wypić 12 Budweiser'kow, ale ciągle powtarzałem, że są słabe w porównaniu do polskich piw i wcale nie czułem się aż tak bardzo na high'u (notabene parę godzin wcześniej Mary Jane poszła w działanie też..;-). Ogólnie jednak po imprezie znajomymi mi mówili, że trochę wkręcony byłem, a znajoma Sarah że jestem najzabawniejszym kolesiem na świecie. Ogólnie balo- waliśmy gdzieś do 3,4 w nocy. Graliśmy w rożnego rodzaju gry związane z piciem, lataliśmy po zamar- zniętym jeziorku (się kurcze wywaliłem raz..;-), i wspinaliśmy na słupy telefoniczne. Ogólnie jednak wszystko było w dobrym miejscu, bo na pustkowiu i nie było możliwości, żebym z czymś wpadł. Najlepsza rzecz wieczoru to chyba picie piwa przez lejek i rurkę. Wlewa się całe piwo do rurki blokując jej koniec palcem, a później puszcza i pije. Trzeba być jednak szybkim bo ciśnienie jest większe i piwo leci do gardełka jak burza. Ogólnie to jak Beerfest, jak ktoś widział ten film. Rzucaliśmy także lotki pod nogami albo stojąc tyłem. O mało się nie poza- bijaliśmy..;-). Udało mi się poznać też kilka fajnych lasek, ale niestety nie chodzą one do mojej budy i mieszkają dość daleko. Mimo wszystko jednak, impreza pozostanie mi w pamięci bo było naprawdę spoko. Nawet nie musiałem płacić za alkohol, bo było aż za dużo. Tym bardziej, że Amerykanie są bardzo spoko do studentów na wymianie. Brawo im za to. Musze tez przyznać po tych ostatnich dwóch imprezach, obserwacjach i rozmo- wach, że kolesie strasznie dużo imprezują i ogólnie kurde jeżeli to prawda jest co mówią (a myślę ze tak) to niektóre są naprawdę dobre na maksa. Fakt, że mają wszyscy własne samochody i więcej kasy daje im możli- wości do naprawdę dobrego imprezowania. Ja mam tylko nadzieję, że jeszcze się parę razy z nimi powkręcam, bo niestety sam nie mogę ich zaprosić nigdzie, a także muszę być bardzo ostrożny i trochę nadwyrężać prawdę co nieco. A także rodzinka nie lubi jak ciągle jestem poza domem. Ale dwa miechy jeszcze mam, żeby zobaczyć jeszcze parę imprez. Tym bardziej, że już praktycznie całą szkolę znam i ogólnie też jestem tam dość roz- poznawalny. Muszę tylko liczyć na hojność i dobroć Amerykanów, bo sam nie jestem tak nadziany..;-). Tak myślę, że ostatnie 3 miesiące, które rozpoczęły się tymi ostatnimi trzema tygodniami będą najlepsze z całego pobytu. Z czasem jest po prostu coraz lepiej. Szkoda tylko, że jakoś chyba nie znam się na kontaktach z laskami, bo czy to Polska czy USA, jakoś nie za bardzo mi w tych sprawach się wiedzie. Ale co fakt to fakt, że w mojej szkole żadna mnie tak super nie intryguje. Chyba, że sobie tylko tak tłumaczę żeby mieć jakąś wymówkę. Sam nie wiem. A może po prostu ja chcę czegoś romantycznego i magicznego niż amerykańską wyuzdalność. Tym bardziej, że jakbym kogoś spotkał super, to nie chciałbym wracać, bo znam siebie w tych sprawach. Kontynuując moją notkę, która będzie długa, przejdźmy do koszykówki. Jak pamiętacie z paru poprzednich, za- cząłem chodzić na mecze już dawno. To było jednak tylko sezonowe. Po nich rozpoczął się tzw. turniej, w którym można zostać najlepsza drużyną w stanie. Ku zdziwieniu wszystkich nasi wygrali już 5 meczy i jeżeli wygrają jutro to dostaną się do najlepszej czwórki zespołów w OHIO. Nikt nie wie jak to się dzieje, ale dla nas to nie ważne. Jesteśmy na każdych meczach i dopingujemy ich cały czas. Nasza sekcja studencka jest zwana Black Plague (Czarna Plaga). Wszyscy ubrani na czarno kibicują naszej drużynie od początku do samego końca na każdym meczu. Jesteśmy jak ich 6 zawodnik. Ogólnie już liczymy gdzieś z 200 osób. Nie będę już wracał do poprzednich meczy z turnieju, które pojawiły się kiedy pisałem o imprezach, ale do jednego muszę wrócić. Mianowicie do tego ze środy, który pozwolił nam walczyć jutro (tj. 17 marca) o wejście do turnieju stanowego. Mecz był oddalony 3h od miejsca gdzie żyje, w mieście Athens, w hali OHIO UNIVERSITY. Było tylu chętnych, że szkoła dała 3 autobusy dla kibiców, a poza tym wielu pojechało na własną rękę. Po dotarciu na miejsce mieliśmy trochę czasu, więc wybraliśmy się na małą przechadzkę po Athens. I muszę przyznać, że to miasteczko jest zarąbiste na maksa. Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć niczego większego (chociaż Athens wcale nie są duże), ale i tak było lepiej niż moja wiocha...;-). Widziały mi się wąskie alejki jak z filmów, gdzie murzyni zazwyczaj przesiadują albo pościgi się odbywają. Ogólnie fajny klimat. Zachciało mi się kurde tam żyć. Tym bar- dziej, że ten uniwerek jest 3 w imprezowaniu w całych USA i muszę przyznać, że to było widać. Śmigneliśmy do Wendys (fast-food) po drodze gadając po Polsku do przechodniów (znaczy ja) i potem dotarliśmy z powrotem do hali. I tutaj kolejny zadziwiający widok. Hala jak Spodek normalnie. To niby tylko szkoła średnia, a wszystko wygląda jak zawodowy sport. Po prostu brak mi słów. Zasiedliśmy w naszej sekcji i mecz się rozpoczął. Cały czas było strasznie wyrównanie, ale na minutę przed końcem nasi przegrywali 70:64. Jedna trojka i jedna akcja z faulem dała nam remis na 20s przed końcem. Drużyna przeciwna próbowała zorganizować akcję, ale na 6s przed końcem Lewis przychwycił piłkę i 1,7s Jacob Brown trafił na 72:70 Eksplozja w naszej sekcji. Przeciwnicy próbowali jeszcze z połowy trafić, ale im się nie udało. Nasi wygrali. Dzięki temu jutro (tj. 17 marca, gramy o wejście do Final Four). I nie ma siły żebym tam nie był i nie kibicował. A wracając do meczu ze środy, to muszę jeszcze powiedzieć, że po nim przez 30min lataliśmy w deszczu, skakaliśmy, skandowaliśmy i się po prostu cieszyliśmy z naszego zwycięstwa. Niesamowitość. Poniżej dałem filmik z ostatniego rzutu i nas skakających po meczu. (jak ktoś jest spostrzegawczy to mnie tam zauważy..;-). Tak więc Madness Continuess jutro Trojans do boju... Teraz na chwilę zajrzyjmy do szkoły. A tutaj ogólnie jak zazwyczaj z tym tylko, że w tym tygodniu podszedłem do egzaminów, które zadecydują czy dostane dyplom czy nie. Ogólnie, nasza matura jest 100 razy trudniejsza i tylko miałem nieliczne kłopoty z powodu słownictwa bardziej niż z wiedzy. Mam nadzieję, że zdam (wyniki gdzieś za miesiąc). Zostaje mi tylko w przyszłym tyg. wziąć końcowy test z Goverment (bo testy robione w domu zdałem na same A) i mam ogólnie wakacyjki do końca, jednocześnie czekając na wyniki obydwóch testów. Ale myślę, że bez większego problemu powinie- nem zdać. Także dyplom jest bardzo blisko i cala presja już ze mnie schodzi. Zostanie mi tylko się poodprężać do końca roku szkolnego (tj. 22 maja) i wracać do Polski (nie wiem tylko czy wszystko mi się uda spa- kować, bo trochę rzeczy mi doszło..;-). Jak się uda znaleźć coś, to chce popracować przez ostatnie dwa miechy, żeby zapłacić długi i zabrać parę pamiątek. Kończąc tę notkę, w której zawarłem prawie wszystko co chciałem, chcę jeszcze zaznaczyć jak tutaj na każdą okazję w szkole sprzedają ciuchy, które repre- zentują szkolny duch. Ja sam juz mam koszulkę po soccr'erze, bluzę po Ski Club, i koszulkę związana z koszykówką. Dojdzie mi jeszcze kolejna związana z Track'iem (lekkoatletyka), którego jestem człon- kiem. Tym razem na plecach będzie Mafej..;-). Ogólnie niektórzy ludzie mają więcej ciuchów związanych ze szkolą niż ja mam normalnych. To jest masakra. Nasze liceum w Polsce nie ma nawet jednej takiej rzeczy. No ale co. To w końcu USA, babe. Ameryka. Tu się kasę wydaje. To jest Hollywood. Ja czasami jestem jego członkiem i w sumie fajnie, że się zdecydowałem na ten wyjazd. Mimo niedosytów, bę- dzie co i kogo wspominać. A może kiedyś zwizytować. A teraz czas powoli się do Polski zbierać. Ogólnie liczę na dużo picie, ale nie wiem czy ktoś mnie tak w ogóle lubi...;-). Zobaczymy. A tymczasem borym lasem czas się zwijać i szykować na meczola. Jak nasi wygrają to się chyba pochlastam z radości. Dawać komentsy czy się podoba bo jak nie to poza- bijam. Powodzonka na maturce...;-). Całusy..:*
http://rapidshare.com/files/21418555/Athens.rar.html
|