Link 03.10.2006 :: 02:31 Komentuj (6)

"Cryin' For Deliverance"


"I've been travelin for some time (echo)
On these long dark dusty roads (echo)
Lookin there's nowhere to go
I guess I gotta hide away, far away
Cause I gotta find a way, to find my way"


  Samotnie żegnam przed snem białe gwiazdy na niebie.
To zdanie często wypełnia moje myśli i w różnych
metaforach towarzyszy mojemu życiu. Gdzie bym nie
był i jakby nie było i zawsze brakuje mi czegoś,
jakiejś cząstki, żeby być szczęśliwym i tak naprawdę
odczuć radość. Nie inaczej jest teraz. Niby wszystko
jest dobrze, ale i tak znajdę dziurę w całym i umyślnie
albo i nieumyślnie będę zabijał entuzjazm. Nie mowie tu,
ze jest mi źle w USA tylko, ze czasami mam odczucie
jakbym nie pasował do świata... jakkolwiekby wyglądał.
Nie pasuje jakoś do społeczności i to moja wina bo
niemożliwe żeby społeczność nie pasowała do mnie.
Nie wiem dlaczego to pisze, ale widocznie mam jakąś
potrzebę. Bo niby się czuje dobrze ze wszystkim co
mnie otacza czy to w Polsce czy w USA, ale jakby mi
brakowało części duszy. Nie wiem jakiej albo może i wiem,
tylko boje się przyznać. A może to życie porostu jest takie
i czasami człowiek ma prawo do gorszego samopoczucia
To tyle tego jakiegoś dziwnego wstępu i przejdę teraz to
wydarzeń z ostatniego tygodnia.
Zacznę od opisu miejsca znanego jako Fair. Kojarzycie
z filmów miejsca gdzie są diabelskie kola, roller coastery,
inne takie rzeczy... gdzie jest pełno konkursów, że np.
rozstrzelasz coś albo lotkami przebijesz balony i
otrzymasz za to maskotki itp... takie duże wesołe
miasteczko... gdzie amerykańskie dzieciaki często
zabierają swoje laski? To jest właśnie Fair. Musze
przyznać, że nawet spoko miejsce. Przyjemnie można spędzić
czas i trochę pograć ze swoim strachem. Ogólnie pozytywne
wrażenie i niezły ubaw. To tyle o tym. Teraz przejdę na
chwile do szkoły i soccer'a, a później w większości
skupie się na stylu życia, amerykańskiej mentalności,
ludziach i spróbuje przeanalizować tutejsze mechanizmy
z mojej perspektywy. Szkółka... szkółka... kto jej nie
kocha...:). Ten tydzień był dla mnie śmiercionośny...:)
Głównie ze względu na soccer'a i pisanie esejów na angola.
To przełożyło się na okrutne zmęczenie, a pobudki o 6:00
odbierały mi chęć do życia...:). Ciemność, deszcz a Ty
popierdzielasz jakimś żółtym busem w jakimś dziwnym kraju
gdzie nikt Cię nie rozumie do szkoły, a spać Ci się chce
jakbyś był po 3 dniowej imprezie...:-P. Ogólnie nic
przyjemnego no, ale dałem jakoś rade... będzie co wspominać.
Z ocenami i tymi wszystkim pierdołami nadal idzie mi dobrze.
Natrafiłem jednak na narazie największą przeszkodę, która
będzie ciężka do przeskoczenia. To Base Testy, o których już
kiedyś wspominałem. Są dla mnie o wiele cięższe niż
wypracowanie czy esej. Najgorsze, że będzie ich jeszcze 21..;/
Pierwszego mi nauczycielka nie policzyła bo stwierdziła, że
to za ciężkie i niepotrzebnie mi psuje ocenę. Bo z innych
rzeczy z angola, których się bałem idzie mi naprawdę dobrze.
Nawet z testu z literatury co liczy się za 15 ocen miałem
92/100 co pomnożone razy 15 daje 1380/1500. Wiec super
jak na pierwszy raz - tymbardziej, że to ocena co ma
największą wagę. Ale co będzie dalej z tymi base testami to
sam nie wiem. Pozostałych przedmiotów nie ma co wspominać :)
Na arenie sportowej też sukcesy. Odblokowałem się i aktualnie
mam 8 bramek... chce dogonić pierwszego strzelca drużyny co
ma 11. No ale ja mam do tego z 6 asyst. O meczu z Timkin nie
ma co wspominać bo grałem tylko 20min (i 3 kasty moje) bo to
są cieniaki. Ale następnego dnia graliśmy z New Philadelphia.
Obecny trener w swojej 5 letniej karierze jeszcze nigdy
ich nie pokonał. Postanowiłem to zmienić...;]. Cały mecz
mi jakoś nie szło. Grząska murawa... co chwila się ślizgałem.
Oni mieli kilka szans i my mieliśmy kilka. Lecz do 60min
było 0:0. I nagle mimo słabej gry dostałem piłkę... minąłem
obrońcę i posłałem piłkę w kierunku bramki, a ta otarła się
jeszcze od słupka i wpadła do siatki...1:0 dla nas (Siwy jak
widzisz próbuje strzałów z daleka i jak Henry jedna akcją moge
wygrać mecz) Dobra obrona przez ostanie 20min i wygrywamy
mecz. Uratowałem Tusky Valley :). Kolejny mecz z Canton South
to już formalność. Wygraliśmy 8:4 bo trener dal pograć rezerwie
i stąd aż 4 stracone. No ale zdążyłem się wpisać na listę
strzelców mijając 5 obrońców po drodze... czytaj firmówka
Mafeja...:) Teraz mamy stosunek 8:4 a w poniedziałek się
zdecyduje meczem z Triway czy wygramy PAC-7. Ale raczej tak
bo na wyjeździe było 2:0 dla nas. Notabene możemy
osiągnąć najlepszy bilans w historii Tusky Valley...nie
musza mi dziękować...to dla mnie przyjemność...:)
Pomyślcie teraz co by było jakby w jednej drużynie było
11 Polaków... pomyśleliby, ze Dream Team jakiś albo co.
Trener mi zlecił, że w przyszłym roku mam trzech wysłać także
jak coś to kontaktować się ze mną...:) To tyle o mojej
największej pasji. Z dobrych wieści jeszcze dodam, że mogę
zdać prawko i w końcu dostałem aparat... zdjęcia tush tush.
A teraz spróbuje się skupić na podstawach filozoficznych
jednocześnie odpowiadając na pytania Siwego i RaV'a.
Ostatnio dopadłem przez przypadek książkę poświęconą
dla Host Family gdzie znajdują się informacje jak typowo
wygląda cały proces z kimś takim jak ja czyli Exchange
Student, jak się zachowywać, czego oczekiwać itp. Taki
przewodnik. I tak jakoś znalazłem w nim wiele ciekawych
informacji i porównałem z tym czego doświadczam. Piszą
tam, że wiedza Amerykanów o świecie nie jest za duża
i będą zadawać wiele dziwnych pytań; ze ktoś taki jak
ja przyjeżdżając tu oczekuje życia jak z filmów i
zdziwi się, kiedy zobaczy jak to naprawdę jest; że
ciężko się komuś takiemu jak mi bliżej zaprzyjaźnić
bo Amerykanie w pierwszych kontaktach są zawsze mili
i nie znając się będę się z Tobą witać bo tak mają w
naturze... ale żeby być dobrymi kumplami trzeba wiele
pracy, głównie ze strony studenta na wymianie; no i
ogólnie dużo ciekawych rzeczy. Przekładając to na moją
osobę to ten przewodnik nie kłamie i wszystko się
sprawdza. Zadają debilne pytania typu... a macie w
Polsce gry?... a macie filmy z USA?... a macie MTV…itd.
Mnóstwo pytań, na które po miesiącu już człowiekowi
się nie chce odpowiadać. Ostatnio na tej podstawie
stwierdziłem, że blisko 80% szkoły to błazny i
najzwyczajniej w świecie nie chce mi się z nimi
przebywać. Głównie wynika to chyba z różnicy wieku.
Bo tu najstarsi kończą dopiero 18, a ja już śmigam w
kierunku 19 (wynika z tego, że szkołę o rok wcześniej
zaczynają). Także przebywam z wiarą od 14 lat wzwyż i
niestety idzie to odczuć. Może i wyglądają na 16-17 bo
mało kto wygląda na 14 (choć wielu jest), chwalą się,
że palą trawkę, maja laski/chłopaków to i tak są
głąby jak nie wiem i wogóle żal słów. Ponadto jest
pod tym drugie dno. Bo wszyscy bez wyjątku...Ci po
18 tez, mają godziny powrotu do domu, dostają szlabany,
muszą robić pełno rzeczy w chacie itp. Więc z jednej
strony zgrywają dorosłych, a naprawdę tak się nie
zachowują i mają jakieś śmieszne zasady, reakcje i
osobowości jak dzieci. Oczywiście nie wszyscy są
tacy i idzie też znaleźć spoko ludzi, ale zdecydowana
większość mi nie pasuje. Lepszy od tej większości
jest mój 12-letni tymczasowy brat bo siora też mi
gra na nerwach. Zabija mnie swoim śpiewem i rozjechanym
śmiechem... jak jej nie ma w chacie to jest jak w niebie:)
Druga rzecz jaka idzie za całą tą mentalnością to, że
troszeczkę mi brakuje ziomów z Polski bo najzwyczajniej
w świecie niektórych poziomków tu to tylko pięścią można
uleczyć. W odpowiedzi dla RaV'a kontynuując wątek ludzi,
może i są jakieś tam imprezy, ale raz, że z dziećmi się
bawić nie chce - dlatego jakąś tam propozycje odrzuciłem,
(czekam jak coś ktoś z tych nielicznych normalnych zrobi)
a dwa, że nie chce ryzykować alkoholu co może by i
ułatwiło co nieco, ale nie chce ryzykować. Za dużo się
moi rodzice namęczyli żebym z jakimś półgłówkiem to
zrujnował. Dlatego też bardziej narazie daje sobie
czas na rozpoznanie i stwierdzam, że mnie osobiście
za dużo rzeczy w amerykańskiej młodzieży nie pociąga.
Nie wiem czy ja jestem za głupi żeby coś zobaczyć czy
może mam racje... to już musicie sami zdecydować...ja
daje tylko własne odczucie. Jak cos się zmieni to napewno
będzie info. Co do pytań Siwego i lasek. Kilka jest
apetycznych (porobię fotki i przęśle). Bralem kilka
pod uwagę żeby zaprosić na bal, ale się okazało, że
nie będę mógł iść bo mamy mecz tego dnia, w turnieju
stanowym już, 4h jazdy. Wiec trochę lipa. Bo
to była niezła okazja żebym wszystko zgłębił troszkę.
Tak to jestem niedoinformowany. Widać jednak, że dużo
jest bitches (nie moje stwierdzenie) co są raczej
nie za mądre i dalej juz wiesz co...:). Ja takiej
nie szukam bo zawsze jakoś wybieram diamenty i
stawiam też na umysł... dlatego mam cięższe zadanie.
Nie chce iść na łatwiznę... to nie dla mnie. Będzie
drugi bal w zimie więc może wtedy, ale sądzę że
do tego czasu dużo się wydarzy i daje sobie jeszcze
trochę czasu na adaptacje żeby tak bardziej zacząć
działać i wyselekcjonować potencjalnych ziomów i ziomki
a odrzucić śliwki robaczywki...:). Teraz bardziej
się skupiam na szkole i piłce, a później będę miał
więcej czasu na inne rzeczy. Nie wiem jak to wszystko
co napisałem rzutuje na opinie RaV'a i na tych
rzekomych imprezowych Amerykańców. Może mam racje,
może to moja wina, że coś jest nie tak (stąd jakiś
dziwny wstęp), może nie ten stan, a może college to
jest dopiero to, a nie High School. Bo ja tu wiedze
błaznów, a czy mam racje... hmm... opinie pozostawiam
Wam. Dla mnie więc jak narazie w kwestii młodzieżowej
Polska górą, w kwestii szkoły mniej więcej chyba na
równi, a w kwestii sportowej lepiej w USA. No i biją
nas infrastrukturą i tym wszystkim, ale to wiemy
od zawsze. Narazie więc sam nie wiem gdzie jest lepiej.
Może i tutaj, ale z ludźmi z Polski bo tak to sentyment
przeważa na Orla Białego...:). Zakończę, paroma informacjami
z soccer'a, które wydają mi się ciekawe. Więc graliśmy
z Timkin, którzy są bardzo słabi. Ja grałem tylko 20min.
A wiecie głównie dlaczego. Bo nasz trener nie chciał
ich poniżać i nawet 9:0 to według niego było za dużo.
Na początku wydało mi się to dziwne, ale teraz jak
na to patrzę to wydaje mi się dobre. Straszny respekt
to napewno jedna z cech Amerykanów. I jeszcze jedna
rzecz to to, że przed każdym meczem i po meczu trener
odmawia modlitwę... prosi o dobry mecz, albo dziękuje
za zwycięstwo. Możecie mi wierzyć albo nie ale to
buduje ducha drużyny i naprawdę mimo słabego poziomu
wole grać w Tusky Valley niż w Polskim klubie gdzie
większość wszystko olewa a potem Rasiak jest gwiazdą..;)
To tyle narazie... jestem ciekaw jaki będzie odbiór tej
notki i czekam na komentarze. Zostawicie ślad w księdze
gości tez... kto tego nie zrobił. Dodaje linka fotki,
która jest powyżej, żeby można było artykuł poczytać.
Pozdro... z innego świata... bo zaiste jest inny...:P


http://mafej2000.w.interia.pl/DSCN5300.JPG


Edit by Piochu :P

Link 12.10.2006 :: 22:23 Komentuj (5)

"Awating For My Sunrise"


"Czy byliście tam?
Czy warto było?
Czy marzenia się spełniają?
Czy to jest ważne?" 
  


Zza siedmiu mórz, zza siedmiu gór, zza
siedmiu rzek... po raz siódmy witam wszystkich
w moich skromnych progach. Małymi kroczkami
zbliżam się juz to dwóch miesięcy bez mamy i
taty... taki żarcik z dedykacja...:). Nie mam
za dużo do powiedzenia w tym tygodniu. Czasu było
mało, żeby napisać ją w weekend jak zawsze dlatego
postaram się dzisiaj tylko wspomnieć kilka faktów,
dla zachowania ciągłości historii. Już ledwo pamiętam
co się działo w ostatnim czasie. Dlaczego zacznę
od soccer'a. Wygraliśmy kolejne dwa mecze. Najpierw
z Triway 4:1, a potem z Akron Kenmore 3:1. Nie kojarzę
juz tych meczy bo w pamięci mam tylko ten jeden,
poniedzialkowy. Pokonaliśmy Manchester 6:2 i
przypieczętowaliśmy tytuł PAC-7. Dostaliśmy
pamiątkowe koszulki, był czas dla reporterów..:).
Ale przede wszystkim ogromna radość. Juz raczej
napewno osiągniemy najlepszy wynik w historii
Tusky Valley. Teraz bez żadnej presji pojedziemy
na mecze w dystrykcie. Szczerze wierze ze uda nam
się je wygrać i pójść wyżej. Wpisałbym się przez
to do annałów historii tej szkoły... fajne uczucie.
W ostatnich meczach dołożyłem kolejne dwa gole i
obecnie mam na koncie 10. Całkiem dobry wynik jak
na środkowego pomocnika... ale w sumie mogłoby być
więcej... ale, ze Mafeje bawić się pod bramka za
dużo lubią to wszyscy wiemy...:). Także sportowo
wyjazd do USA się opłacił i przyniósł wiele przy-
jemności i dobrych chwil... i to wcale nie musi
być koniec. Tak wiec jak napis na koszulce mówi:
Tusky Valley PAC-7 Soccer Champs 2006. Naukę w
tej notce opuszczę bo w sumie wszystko idzie jak
należy nadal i dobre ocenki zbieram. A co do
matury. Musze czekać do końca pierwszego kwartału.
Bo tutaj oceny są dawane co kwartał i chyba chcą
zobaczyć jak mi idzie i wtedy zdecydować. Sam
nie wiem. Bądźmy dobrej myśli. W razie czego mam
wyjście awaryjne i zdam egzamin poza szkołą bo ponoć
tez tak można. Kilka pozytywów się wydarzyło w życiu
towarzyskim, także mam nadzieje, ze niedługo się wkręcę
w jakieś imprezy i wogóle sami wiecie. Porobiłem dużo
fajnych fotek i ponakręcałem trochę filmików. Nie wiem
tylko gdzie to wrzucić. Dajcie jakieś propozycje z
dokładnymi informacjami to ujrzycie nie tylko tekst,
ale i obraz...:). Tylko u mnie pierwsza limitowana,
edycja filmu pt. jak to Mafej otwiera swoje szafkę w
szkole... :P. Poza to nic nowego. Z rodzinką pozytywne
stosunki, prawko niedługo będę robił i może jakąś prace
znajdę sobie. I tak to się ogólnie kreci. Szkoda mi trochę
tego Housecoming po chciałem zobaczy jak to wygląda na
własne oczy. Musze czekać do zimy na drugi bal. Niedługo
Halloween...cukierek albo psikus...:). Dla mnie zawsze
lepszym wyborem wydawał się psikus. Bo ja to taki psikus
jestem ogólnie, który czeka na swój prawdziwy wschód
słońca.I tym dziwnym akcentem... bo ogólnie niewyspany
jestem zakończę te transmisje...halo...jest tam kto...
...chyba straciłem sygnał...:P


Big Yo For Piochu...:P



Link 18.10.2006 :: 00:53 Komentuj (2)

"Picture Me Rollin'"


"Friends keep saying that you're crazy
Totally
It's not right at all
What they belive is not what I see
People always talking about reputation
Trying to handle this situation
I get a little nervous
Yes indeed"
 



What's up ziomy. Tak na krótko się tylko wkręcę
w wir pisania. Ostania notka była w czwartek więc
za bardzo nie ma co opowiadać. Długa notka się
szykuje na przyszły tydzień... bo przed nami mecz
w dystrykcie, jakieś głupie tradycje związane z
Homecoming (a nie Housecoming - mój bląd) jak np.
to, że mam popierdzielać w piżamie do szkoły i
jakieś tam jeszcze bardziej zakręcone...;p
Ogólnie też może po meczu w sobotę pójdziemy
zajrzeć na ten bal, a jeżeli byśmy przegrali
w czwartek to nawet pójdę na cały. Ale na
seteczkę czuje, ze wygramy bo byłem w West Virgnii
oglądać naszych przeciwników i nic nie prezentują.
Wiec czekam co się wydarzy. Szkoła jak szkoła... na
całym świecie nudna. A tak poza tym to się wczuwamy
w klimat Hallowe'en. Ostatnio mieliśmy noc horror'ów
i ogólnie coraz więcej symptomów widać, że
najstraszniejsza noc w roku się zbliża...;P. Przed
chatami jakieś dynie, kościotrupy i wogóle ciągle
reklamówki nowych filmów w TV jak Pila 3, Teksańska
Masakra Początek...i dużo, dużo więcej. Zapowiada
się nieźle... kulminacja 31 października. Śmierć
nadchodzi...Zakończę kilkoma ogłoszeniami. Wrzuciłem
w końcu zdjątka i kilka filmików na serwer (linki
poniżej).Zapraszam do ściągania i oglądania.
Ogólnie narazie takie nie za super są bo nie mogę
niestety fotografować w czasie szkoły, jedynie po.
Ale obiecuje, że się poprawie. Niektóre to sam nie wiem
czemu zrobiłem, mniejsza o to. Ale dadzą wam
narazie jakieś tam małe wyobrażenie. Czekam na oceny
i napiszcie mi czego zdjęć robić więcej. Bo mam jeszcze
osiem miechów... dużo fotek przed nami. To chyba tyle
na teraz... kolejny tydzień przede mną. Pozdrawiam
wszystkich i 3majcie kciuki za Tusky Valley Soccer
Team i za mnie. Do usłyszenia.


PS:
W związku z dwoma pytaniami... Wandziuli i Rav'a.
Wiec po pierwsze Piochu poprawia moje prace, daje
polskie znaki itp. dlatego się pojawia na końcu
każdej notki. A co do pytania o multinardowość
to akurat w Ohio raczej nie jest to tak widoczne.
Ale myślę, w innych stanach jest duża multietniczość.
Bo ludzie, których znam zawsze moja jakieś
korzenie inne, albo europejskie albo jeszcze jakieś.
Prawdziwych Amerykanów nie ma (poza Indianmi).
Oni są wytworem Europy...:P


http://rapidshare.de/files/36896197/Family.rar.html


http://rapidshare.de/files/36791696/High_School.rar.html


http://rapidshare.de/files/36883269/Go_Tusky_Go.rar.html
 

Link 29.10.2006 :: 05:43 Komentuj (2)

"Walking On Clouds"


"I need to feel up
hope knows I need it this way
like I'm walking on clouds
I can't come down
even if you wanted me
I can't come down
even if you wanted me to"


Hello everybody  Witam was w moim skromnym i
zawirowanym świecie po dwutygodniowej przerwie.
Dużo różnych, ciekawych i nieciekawych, budujących
i dołujących rzeczy wydarzyło się przez ten czas.
Jak zwykle postaram się wszystko odzwierciedlić
abyście mogli się wczuć troszkę w moje życie i
jego wzniosłości i upadki. Zacznę od zeszłego
tygodnia, a później przejdę to obecnego który
się kończy tym weekendem. Dajcie mi tylko chwile
na pozbieranie myśli...gdzie one mogą być?... oki
doki... znalazłem je... opowieść czas zacząć.
Jak możecie wyczytać w ostatniej notce zeszły
tydzień związany był z Homecoming i soccer'em,
dlatego tez postaram się właśnie te dwie rzeczy
opisać. Musze przyznać, że ten tydzień był
przezabawny i amerykańskie tradycje mi się
bardzo spodobały. Te zwariowane 5 dni
są w USA znane jako Spirit Week. Zaczęło się od
poniedziałku. Celem było przyjść do szkoły
w piżamie. Większość ludzi podążyła tym kursem
i miałem z nich niezły ubaw. Ludzie wzięli misie,
poduszki, szlafroki i tak musieli cały dzień poginąć.
Nie wszyscy byli w piżamach (jak ja naprzykład - bo
nie mam piżamy...;]), ale ci co byli przebrani,
wyglądali zaiście śmieszno-głupio. Wtorek to dzień
przebierańców. Jak widzicie na zdjęciu poniżej ja
byłem turysta z Hawajów. Niestety masa ludzi pobiła
mnie w przedbiegach. Jak przedziwne nastoje niektórzy
mieli zobaczycie sobie w galerii zdjęć gdzie są
fotki z całego tygodnia (adres poniżej). Środa i
czwartek były nieco gorsze, ale trzymały dobry
poziom. Środa to stroje z przeszłości. Lata 50 ,60,
70, 80, 90 - co tylko chcesz. Taka myśl przyszła mi
do głowy, że Siwy by ich wszystkich pobił;].
Piątek był wolny, także tydzień zakończył się
czwartkiem, gdzie dominowały barwy szkoły - biały,
czarny i czerwony. I właśnie te kolory były zawarte
w większości ubrań. To tyle o dobrych rzeczach.
Teraz przejdę do smutnej rzeczywistości. Jak
niektórzy z was wiedza w czwartek zeszłego
tygodnia graliśmy mecz w dystrykcie. Wygraliśmy
go po dogrywce i bramce samobójczej. Jednak w
sobotę przyszło się nam zmierzyć z Zane Trace.
Niestety nie udało nam się pokonać, 9. drużyna
w całym stanie z zeszłego roku. Przegraliśmy
2:0 i sezon piłkarski jest dla mnie zakończony.
Źle mi z tym, tymbardziej, ze czułem się winny
po tym meczu. Mimo iż trener (zarówno nasz i
przeciwnej drużyny) i zawodnicy mówili mi, że
zagrałem dobrze, to ja osobiście miałem niedosyt.
Musze przyznać, że Zane Trace to naprawdę dobra
drużyna i byli lepsi od nas na papierze i w
praktyce też. Ale zawsze pozostaje niesmak,
że mogło być inaczej. To był mecz mojego życia
i się nie udało. Byłem zdołowany po spotkaniu, ale
teraz już wracam do normy. Co nie znaczy, że
nie tęsknie za soccer'em i naszym ukochanym,
trenerem Miller'em (pompki co chwila...:P).
Życie idzie dalej, nic nie poradzę. Przegrywanie
to też część soccer'ra. Daliśmy z siebie wszystko,
ale nie zawsze się wygrywa. Pozostaje cieszyć
się z mistrzostwa PAC-7 i najlepszego wyniku
w regularnym sezonie w historii szkoły. Trener
podziękował wszystkim i powiedział, że jest z
nas dumny. Tak więc, największa piłkarska przygoda
w moim dotychczasowym życiu się skończyła. Jednak
wspomnienia pozostaną. To tez ważne. Zakończę fajną
historią. W meczu gdzie wygraliśmy po dogrywce
trener powiedział do mnie tuż przed dodatkowym
czasem, żebym nie dbał o egoizm i spróbował
cos strzelić. Wiec tak postanowiłem. Kumpel podał mi
piłkę po gwizdku i zacząłem rajd od polowy.
Zjechałem 6 i nie widząc bramki strzeliłem
w jej kierunku. Mimo iż piłka nie wpadła
do siatki (uderzyła w słupek) to dostałem
masakryczny aplauz i uczucie też było nieziemskie.
Przez chwile to ja byłem Ronaldinho, Zidane i Mardonna,
tylko ja mogłem wygrać to spotkanie. Ciekawe
przeżycie. W końcu ze strachu przede mną sami sobie
bramkę strzelili..;]. To chyba tyle rzeczy
związanych z soccer'em na moim blogu. Aczkolwiek
niekoniecznie bo może będę grał na hali. Zobaczy się.
Jak by nie było to napewno się o tym dowiecie. Jeśli
ktoś szuka podsumowania sezonu to zapraszam do działu
soccer na stronie szkoły (adres poniżej).
Tego samego dnia co mecz z Zane Trace wydarzyło
się także parę innych interesujących rzeczy.
W drodze powrotnej z meczu odwiedziliśmy
Home Town Buffet. W tej restauracji
płaci się 7 doków i można jeść ile się chce.
A wybór jest kosmiczny. Około 100 przeróżnych dań.
Ogólnie co chcesz to dostaniesz. Kumple z drużyny
wymyśli konkurs pod tytułem kto zje więcej. Dlatego
tez odbył się tam mały konkurs miedzy mną a Amerykaninem.
Było bardzo blisko i w sumie nie wiem kto wygrał.
Wydaje mi się, że ja. Aczkolwiek nigdy więcej
tego nie próbuje bo jeszcze umrę z przejedzenia...:P
Bo powrocie z meczu, szybko wpasowałem się w
garnitur i pojechałem na końcówkę Homecoming.
Na szczęście nie ma czego żałować, bo nic
nadzwyczajnego. Nasze studniówki, a nawet
połowinki są lepsze. Ciekawy był tylko
slow dance bo wygląda jak na tych typowych
amerykańskich filmach romantycznych. Ale ogólnie
brak pozytywów. Po balu udałem się z kumplem
do jego domu na małą impreze. Mimo iż było nawet
sporo ludzi to była ona daleka od ideału.
Wypiłem dwa piwa i się zmyłem do domu (mama
spokojnie, jestem strasznie ostrożny i nie
wiadomo co by się działo nie poszedłbym dalej
niż te dwa, nie chce wrócić do Polski z powodu
jakiejś głupizny...;-) W niedziele byłem strasznie
zmęczony i prawie cały dzień spałem. Dlatego
tez nie napisałem wtedy notki. To tyle o zeszłym
tygodniu. Teraz juz mogę przejść do tego.
Ogólnie nic ciekawego się w nim nie wydarzyło
Upłynął pod znakiem nauki i niewyspania. Skończył
się pierwszy kwaratał (same A mam) i teraz oceny
będą szły od nowa. Z ciekawych rzeczy mogę
powiedzieć, ze w czwartek byłem na meczu zwanym
Powder Puff Game. W tym spotkaniu laski ze szkoły
grają w football. Niezła rzeźnia była i mało co
niektóre się nie pozabijały. Musze przyznać, że
very good game...;]. Ze zbliżających się rzeczy
mogę nadmienić, ze najprawdopodobniej dołączę
to Ski Club. Z nudów pośmigam sobie na nartach i
spróbuje się nie zabić...;]. Zapowiada się ciekawie.
To chyba tyle o tym tygodniu, który kojarzy mi się
głównie z analiza angielskich poematów. Na szczęście
zbliżający zapowiada się na luźny. Także będę mógł
z wami pogadać trochę więcej i opowiedzieć o czymś
co być może zapomniałem wspomnieć. Na koniec tej
notki chciałbym, krótko podsumować dwa miesiące
w USA i przekazać Wam swoje odczucia. Nie mam
wątpliwości, że amerykańska kultura różni się od
naszej w wielu przypadkach. Ciężko mi niektóre rzeczy
wyjaśnić, ale nic straconego. Jak wrócę to mamy
dużo czasu na rozmowy. Szkolnictwo jest znacznie
inne, ale wypada bardzo dobrze i nie mam z nim
większych problemów. Dlatego też szkole opuszcze.
Moja rodzina jest bardzo spoko i w sumie zżyłem
się z nimi już nieźle także to też nie stanowi
problemu. Jednak z trzecią, z najważniejszych
rzeczy mam trochę problemy. Chodzi mi o
społeczeństwo, młodzież, ludzkie zachowania i
życie. Jakoś nie do końca potrafię się wpasować
w to wszystko. Z jednej strony chce mieć jak
największy kontakt z ludźmi i gadać dużo aby
polepszyć język, ale w rzeczywistości wypada
to inaczej. Mianowicie w wielu przypadkach nie
podoba mi się życie młodzieżowe i najzwyczajniej
w świecie Amerykanie mnie nudzą. W rezultacie mam
paru dobrych znajomych, z którymi gadam i nie chce
mi się poznawać nowych ludzi i angażować bardziej.
I to nie to, ze język tylko poprostu jakoś siedzę
koło nich i normalnie nic ciekawego do głowy mi
nie przychodzi o czym mogę z nimi pogadać. Do
tego wszystkiego oni tez jakoś mało spontaniczni są.
Podsumowując mam problem jak to wszystko umiejscowić.
Bo tak naprawdę Stany podobają mi się nawet bardzo,
ale jakoś brakuje mi tego czegoś w tym wszystkim.
Nie wiem co to jest i czasami czuje się samotny
w tym wszystkim. Dlatego też chodzę w chmurach
nieco i czekam na jakiś znak. Być może to nie
chodzi o USA, a tak naprawdę o moje życie i mnie
osobiście. Czasami poprostu nie wiem co myśleć
o wszystkim co mnie otacza i jak żyć. Mam jednak
dużo nadziei w sobie i wierze, ze wszystko się
ułoży tak jak ja gdzieś podświadomie to widzę.
Zejdę z chmur w momencie kiedy stanie się to
czego pragnę. A czego pragnę? Nie wiem. Ale jestem
pewien, że będę wiedział w momencie jak to się
stanie...;]. Kończę te zawiłości. Proszę o
ciekawe komentarze. Może ktoś mnie zrozumie
i wytłumaczy mi o czym gadam...;p. Pozdrowki z oHiO.


www.tuskyvalley.k12.oh.us/TVHS/Pictures/Pictures.asp
www.tuskyvalley.k12.oh.us/AthleticDepartment/Soccer/Soccer.asp


(:...Piochu Rulez...:P



| GUEST BOOK |

>> ABOUT ME <<

favourite:

Tenshu.pl


NEVER EVER:

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad


powered by Blog.Pl
LayOut from Linkup