"Doceń To, Co Masz"
"Chciałoby się uciec poza granicę snów,
by móc zatrzymać te co przynoszą chłód,
Stanąć w miejscu, przeczekać parę dni,
Aż znikną szare chmury, tych deszczowych chwil,
kilka nie poukładanych spraw
w zaczarowanej kuli zamknąć mocno tak,
chowając się przed prawdą w zakurzony życia kąt,
czekasz co przyniesie czas,
może tym razem nie oszuka nas"
...Try To Look Into My Soul...
Nigdy nie byłem i chyba nie będę pisarzem, filozofem
czy wielkim myślicielem. Mimo to jednak od paru miesięcy
zdradzam zachowania podobne do wyżej wymienionych i
chociaż nie jestem człowiekiem zbyt mądrym to staram
się analizować świat tak, jak tylko najlepiej potrafię.
Nie mam zielonego pojęcia czy kogoś w jakiś sposób to
inspiruje, ciekawi czy zaurocza. Wiem jednak, ze pomagam
tym sam sobie i muszę dostrzec, że czasami mam potrzebę
do wylania swej duszy na komputerowy papier...choć
niekoniecznie ma to zawsze sens..;-). Nie mam żadnych
wątpliwości, że w moich wszelakich rozważaniach niejedno-
krotnie się myliłem, błądziłem i nie miałem racji. Czy
to znaczy, że to wszystko nie ma sensu? Doszedłem do
wniosku, że chyba nie i dopóki będzie garstka ludzi,
która czyta moje myśli (jak statystyki wskazują..;).
to zawsze jest warto coś tam napisać. Bo nawet jak
nie będzie nikogo kto chciałby to przeczytać to
zawsze moje drugie ja może znaleźć w tym wszystkim
coś dla siebie...cokolwiek to znaczy. Za parę lat pewnie
sam z chęcią przeczytam to wszystko od nowa, bo teraz już
sam nie pamiętam dużo wstecz. Pozostawiam tutaj cząstkę
siebie i jakby żałosne to nie było, to dla mnie zawsze
będzie to przedstawiać trochę wartości i interesujących
wspomnień. Na podstawie moich notek każdy może sobie
także narysować moja osobowość...każdy??...to znaczy,
że ja też. Tak więc wydaje mi się, że przechodząc przez
różne stany, sytuacje i problemy sam się uczę o sobie
i próbuję znaleźć moją, właściwą drogę w życiu. Nie
pozostaje mi więc nic innego, jak tylko kontynuować
moje rozważania i opisy, a co najważniejsze życie... bo
przecież nie w internetowym świecie człowiek żyje:->
A teraz wrócimy na chwilę z tej umysłowej podróży do
kraju zwanego Stany Zjednoczone i tego co tu się działo
ostatnio. Opisałem już wam święta i zaznaczyłem, że po
nich przygotowywałem się do pierwszego Sylwestra. Nie
było się jednak do czego przygotowywać. Niestety dnia
31 grudnia nie spędziłem tak, jakbym chciał to uczynić.
Nawet nie poczułem, że rok 2006 przeskoczył na 2007.
Nie zobaczyłem fajerwerków, nie wypiłem szampana, a
co najgorsze nie miałem moich najlepszych przyjaciół
w pobliżu. Cóż..;-(. Sam się zdecydowałem przyjechać
do tego kraju i co jak co wcale nie żałuje...;-). A
co do Sylwestra, to odpowiedz jest prosta. Amerykanie
po prostu nie są we wszystkim najlepsi. Tak jak ludzie
się różnią, tak i kraje też. Mimo wszystkich, wyżej
opisanych niedogodności, amerykańskiego Sylwestra
zapamiętam jako zabawne wspomnienie. Bo nie ma jak to
być przebiegłym..;-). Z Niemcem, Joscha, byliśmy tak
wszystkim sfrustrowani, że chyłkiem, boczkiem podkra-
dliśmy trochę % od mojego "ojca". Nie starczyło, żeby
się upić, ale przez chwilę mieliśmy z tego wszystkiego
co tu się działo niezły ubaw. Bo nie ma przecież jak
to granie w szachy w Sylwestra. Tak więc, że z powodów
bezpieczeństwa i ryzyka nie mogliśmy się na żadną,
trochę bardziej typową imprezę wybrać, Sylwestra
spędziliśmy nieco nienajlepiej. Doszliśmy (ja, Joscha,
Gabe - Szwajcar, Marco - Serb, John - Turek) do wniosku,
ze powinni wszystkich studentów zagranicznych umieścić w
jednym domu, to wtedy moglibyśmy imprezować cały czas.
Bo jak zauważyłem wszyscy maja z tym niestety problemy.
I tą myślą zakończył się mój rok 2006, który chyba
wniósł wiele do mojego życia i był całkiem nienajgorszy.
No, ale mam przeczucie, że 2007 będzie lepszy, tym
bardziej,że niedługo będę znowu w Polsce. Pewnie jak będę
tam to z kolei będę tęsknił za rzeczami, które są tutaj.
Tak to już życie jest dziwne ułożone. Trzeba po prostu
wybrać co jest dla nas najlepsze. Po przerwie świątecznej,
jak to po każdej przerwie trzeba było wrócić do szkoły.
W niej jak zwykle nic nadzwyczaj ciekawego. Dostałem
z powrotem wyniki moich półrocznych testów. Jak już
kiedyś zapowiadałem dostałem prawie same A. Jedynie
z Health dostałem 89% co jest B+, bo jakoś nigdy się
na to nie uczyłem. Ale tak na przykład z chemii to
miałem 214/199, co daje 108%. Niestety w przypadku
tych testów można mieć tylko 100%...;-). Tak, więc
najprawdopodobniej pierwsze półrocze, które kończy
się 12 stycznia zakończę z samymi A, co za bardzo
nie dziwi. Cieszę się także z faktu, że już mam
koniec Health i Personal Finance, bo to były kursy
półroczne. W zamian biorę tylko Angola 4 bo to
potrzebuję do dyplomu. Oznacza to, że od nowego
półrocza będę miał tylko pięć lekcji (chemia, maska,
historia, dwa angole) i dwa okienka. Nie chciałem
brać nic nowego bo za bardzo nie ma czego, a poza tym
chce mieć więcej czasu na dwa angole i kurs o rządzie,
który biorę korespondencyjnie. To tyle o szkole.
Teraz chwilę o sportowej stronie. Niestety nie miałem
się jeszcze okazji wybrania na narty gdyż pogoda
zadziwia. Powinno być mroźno i śnieżnie, a jest
wręcz przeciwnie. Tak więc muszę uzbroić się w
cierpliwość. Wróciłem jednak do grania w piłkę, co
bardzo mnie cieszy. Kondycja po świętach nie była
jednak najlepsza. Mimo iż strzeliłem 5 z 7 naszych
bramek, to musieliśmy zejść z boiska pokonani. Druga
sesja soccer'a będzie jednak dłuższa, także jeszcze się
odgryzę...;-). W tym momencie chyba wyczerpały mi się
tematy o moich ostatnich działaniach w USA. Ogólnie rzecz
biorąc nic ciekawego się ostatnio nie dzieje. Ciągle
próbuję z Josch'a jakoś rozruszać atmosferę, ale jakoś
nic nie wychodzi. Albo wzywają ochronę albo jesteśmy
bliscy zarejestrowania przez kamery...;-). Moje życie
tutaj stało się trochę rutyną, ale w sumie już nie wiele
zostało...;-).Mam też małe nowe postanowienie na
najbliższy czas, którego teraz nie zdradzę (ale jak coś
z tego wyjdzie to na pewno coś tam napomknę). Za nim
zakończę opis ostatnich dni mam wam jeszcze jedną
ciekawą sytuację do opowiedzenia. Ostatnio wybrałem
się na zakupy. Ogólnie nie miałem zamiaru niczego
kupić i nawet nie miałem kasy żeby to zrobić. Dziwnym
trafem jednak dałem się przekonać na pożyczenie kasy
i kupienie sobie nowych butów. Zastanawiacie się co mnie
przekonało? Nie ma wątpliwości, że buty mi się bardzo
podobały i ewentualnie kupiłbym je. Nie miałem
w tym momencie jednak żadnych środków, a poza tym
nie lubię też pożyczać. Co mnie jednak przekonało to
to, że jakimś dziwnym trafem w sklepie tym spotkaliśmy
syna Gary'ego (ten co rzuca bumerangi). To on asystował
nam przy naszym wyborze i tylko jakaś przypadkowo
wyniknęło, że jest on rodziną Gary'ego. Potraktowałem
to zdarzenie jako jakiegoś rodzaju znak. I z tego też
powodu zdecydowałem się na nowe buty..;-). Poza tym
dał nam też przyzwoity rabat (Joscha też sobie kupił
jedne). Jak więc widać życie w 2007 toczy się dalej
i pewnie będę wam dalej relacjonował, co u mnie się
dzieje. Zauważcie jednak, że czas i przez to życie
mija bardzo szybko i tak naprawdę już pół roku mojej
wielkiej przygody za mną. Muszę przyznać, że życie
tutaj już bardzo wiele mi dało i czuję, że zebrane
doświadczenie w rożnych dziedzinach zaprocentuje
w przyszłości. Muszę też przyznać, że chyba trochę
wkomponowałem się w amerykańskie życie. Jestem tutaj
jednak już trochę i przyzwyczajenie robi swoje. Czuję
się jakbym miał dwa życia...18 lat w Polsce i teraz
przez już 5 miesięcy tutaj. Nie mam zielonego pojecie,
które jest lepsze, ale pewnie żadne. I w Polsce i
w USA brakuje mi czegoś do ułożenia układanki mojego
życia. Wiem jednak, że życie tutaj zmieniło mnie w
pewnych sprawach wewnętrznie i mimo, że czasami jest
mi źle, to czuję się dobrze myśląc o mojej przyszłości.
Muszę tylko w końcu zacząć w niektórych sprawach
działać bardziej odważnie i nie przejmować się
tak bardzo pierdołkami (no i proszę...od prof.
Piaseckiego też można się wiele nauczyć). Przez
to wszystko chce powiedzieć, że nasze życie jest bardzo
zmienne i pewnie jeszcze nieraz każdy z nas będzie
przechodził przez różne piekła. Pamiętajmy jednak,
że może być jeszcze gorzej i czasami, po prostu
doceńmy to, co mamy. Jakby nie patrzeć ja dostałem
już bardzo wiele od życia i mimo, że ciągle narzekam
na brak miłości to i tak powinienem myśleć o swoim
czasie spędzonym na Ziemi w pozytywach. Jest wielu
ludzi, którzy chcieliby być w naszych sytuacjach.
A, że my chcemy być w kogoś sytuacji to wcale nie
jest dobrze. Najważniejsze to stać się wielkim dla
siebie samego, a wtedy możesz stać się kimś wielkim
dla świata...niekoniecznie całego...ale dla tego,
który Cię otacza...i chyba wydaje mi się, że to nawet
ważniejsze. A co do mnie to ja też często o tym
wszystkim zapominam. Wierze jednak, ze moje życie
zmierza w dobrym kierunku i mimo niepowodzeń muszę
ciągle wędrować. A czy będzie ciężko? Oczywiście,
że tak. A czy będę pytania bez odpowiedzi? Oczywiście,
że tak. A czy znajdę w końcu totalne szczęście?
Oczywiście, że nie wiem. Pożyjemy, zobaczymy.
Tymczasem muszę się chyba pogodzić z niektórymi
rzeczami, których mi tu brak i skupić się trochę
na nauce, bo ostatnio mam kłopoty z motywacja. A
co do miłości. To nie mam pojęcia jak będzie. Dopóki
jednak będę miał kogoś kto mnie lubi to warto
żyć. No i "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko
odchodzą". Parę dni temu na przykład zmarła moja
Babcia. Spodziewaliśmy się tego od dawna, bo niestety
była już w podeszłym wieku i do tego nie za bardzo
już rozpoznawała nas. Doszły do tego problemy zdrowotne
i tak naprawdę, to chyba dla niej lepiej. Teraz
na pewno ma już lepiej i fruwa sobie gdzieś nad nami.
Smutno mi trochę, bo nawet nie za bardzo się pożegnałem
z nią przed moim lotem. Nie zrobię już tego nigdy.
Wierzę jednak, ze będę miał okazje się z nią kiedyś
przywitać. Teraz mogę tylko życzyć jej dobrych prędkości
w Bożych przestworzach i zapalić dla Niej świeczkę w
moim sercu...[*]...a czytelnikom życzę wszystkiego
najlepszego w nowym roku i pragnę podziękować za
udzielanie się na moim blog'u. Liczę na Was w przyszłości
i pozdrawiam. 3majta się Barry White'a...;-) i
pamiętajcie, ze tak jak ja macie jeszcze wiele do
zdziałania na tym świecie...jak na przykład pocieszać
mnie...;-). Szczególne pozdrowienia dla członków klubu
samotnych serc, którzy powoli mnie opuszczają, co mnie
bardzo cieszy. W końcu to ja jestem założycielem i tylko
ja mogę zostać...;-). Mam dożywotnią kartę...;-)
...Thx 4 My Old, Good Friend...
Link 20.01.2007 :: 17:48 Komentuj (1)"From the top to the bottom
Bottom to top I stop"
"I'm stuck in a place so dark, you could hardly see
A manner of matter that splits with the words I breathe
And as the rain drips acidic questions around me
I block out the sight of the powers that be
Duck away into the darkness, times up
I wind up in a rusted world with eyes shut
So tight that it blurs into the world of pretend
And the eyes ease open and it's dark again"
Godzina 11:46 PM, piątkowy wieczór, Bolivar, United States.
Po dwutygodniowej przerwie zaczynam pisać kolejną notkę na
blog'a, która już się ukazała, bo właśnie ją czytasz. Zmęczony
szkolnym tygodniem nie mam siły na żadnego rodzaju wstęp,
wprowadzenie czy innego rodzaju rozpoczęcie. Przerwa w meczu
NBA pomiędzy Cleveland Cavaliers i Denver Nuggets, który
oglądam, wszyscy domownicy śpią, Sam (nasz ukochany kot)
jak zawsze medytuje, a ja tułam się pomiędzy moimi myślami
próbując zamienić je w słowa. Ostanie odczucia, ostatnie
wydarzenia, ostatnie nastroje...to o tym mam zamiar za
chwilę napisać. Wydaje się, że 14 dni to długi czas i, że
za chwile wyjmę z rękawa kolejny tuzin opowiadań nie
mających żadnego głębszego sensu. Nie tym razem jednak.
Ostatnie czasy były raczej szare i zwykle, jak to najczęściej
bywa. Bo przecież w życiu piękne są tylko chwile. Dużo czasu
spędziłem pod znakiem szkoły. Przygotowania do czekających
mnie w najbliższym czasie testów, nowy plan z dwoma angolami,
parę książek do przeczytania, multum prac do napisania, tak
obecnie wyglądam. Nie mam czasu na rozrywkę, którą i tak
czasami ciężko znaleźć, wiec po co się wysilać. Czasami chyba
jest warto poświęcić się dobru wyższemu i zadbać trochę o
przyszłość. Zdążyłem już także wysłać aplikację na uniwerki
w UK. Jeżeli wszystko się ułoży tak jak w to szczerze
wierze, następne parę lat spędzę doświadczając kolejnego
szoku kulturowego. Poza edukacją, która ostatnio wysunęła
się na pierwsze miejsce jak zawsze w moim życiu znajdę
chwilę na soccer'a. Zdążyłem zagrać dwa mecze, jeden
wygrać, jeden przegrać, strzelić trochę bramek i co
najważniejsze oderwać się na chwile od całego życia. Bo
kiedy gram w piłkę naprawdę czuje się kimś wielkim i
choć na chwilę przenoszę się do lepszego świata. Co do
jazdy na nartach, to niestety po raz kolejny nasz wyjazd
został odwołany. Na szczęście jednak, już w zbliżającą
się środę pojedziemy prawie na setkę. Mam nadzieję, że
będzie spoczko i, że szybko załapię jak być Alberto Tomba
(bo z drzewem nie chciałbym się spotkać...:-). I tak
prawdę mówiąc to ogólnie tyle mam do powiedzenia. Poza
tymi kilkoma faktami to nic więcej się nie działo.
Raz spotkałem się w międzynarodowym gronie, raz wybrałem
się do kina i to tyle. Większość czasu spędziłem jednak
w domu szukając motywacji do nauki i życia. Z pomocą
bliskiego mojemu sercu przyjacielowi udało mi się poza
tym dodać sekcje About Me do mojego blog'a. Mam nadzieję,
że się podoba. That's it. W tym momencie zakończę. Wracam
do mojej, już kilkuletniej walki z samym sobą, o to czego
naprawdę chce w życiu i jak mam je poprowadzić. Raz jest
dobrze, raz jest źle, raz jest tragicznie. Staram się
jednak dalej i cięgle zachowuje resztki nadziei na jakiś
niespodziewany znak, który odmieni trochę moja osobowość.
A tymczasem...From the top to the bottom...bottom to top..
...i stop...transmission ended...
Film tygodnia: Stomp The Yard
Piosenka tygodnia: Pink - U And Ur Hand
Ciekawa sytuacja: Spotkanie z Amerykaninem
w Best Buy (o szczegóły pytaj w recepcji)
Akcja meczu: Lebron James...;-)...G'bye...
Thx 4 Senshiro
Link 28.01.2007 :: 19:12 Komentuj (1)"So no one told you life was going to be this way"
"Just a little more love
Just a little more peace
Is all it takes
To live the Dream
To walk hand and hand
We've got to understand
And one day soon
We'll live in harmony"
Jak zawsze na początku każdej notki mam problemy
z wprowadzeniem. Nie tracąc więc zbytnio czasu
zacznę od wprowadzenia...:-). Jak nietrudno dostrzec
czas mija bardzo szybko i już naprawdę niewiele
dzieli mnie od powrotu do Polski. Zdążyłem już wam
opisać wiele rzeczy o moim życiu tutaj i tak naprawdę
to pewnie wiecie więcej niż ja. Ja się już w tym
wszystkim pogubiłem i czasami sam się zastanawiam
czy się powtarzam w czymś czy nie (jak ktoś może
niech mi odpowie na to pytanie). Wynika to z tego,
że czasami czuję się w U.S. jak w domu i tak naprawdę
już nie dostrzegam wszystkiego tak dokładnie jak
na początku. Coraz mniej rzeczy mnie dziwi, coraz
mniej rzeczy jest dla mnie nowych, a coraz więcej
rzeczy najzwyczajniej w świecie mi się zaczyna podobać.
Nie sądziłem, że to kiedyś powiem, ale ostatnie parę
dni (a pewnie i cały pobyt) niespodziewanie doprowadziły
mnie to konkluzji, że co tu dużo mówić, US and A to
całkiem przyjemne miejsce. Już dzisiaj wiem, że będę
tęsknił i tak naprawdę wcale nie pali mi się do Polski.
Nie chcę deklarować jednoznacznych decyzji, ale bez
wątpienia coś się we mnie zmienia. Czas i przyzwyczajenie
jednak robi swoje. Poznaje coraz więcej ludzi, znam
już większość mechanizmów, wtapiam się coraz bardziej
w amerykańskie życie i po prostu jakoś dobrze się z
tym wszystkim czuję. Nie chce decydować co jest lepsze,
Polska czy U.S., ale na dzień dzisiejszy myślę poważnie
o zamieszkaniu w przyszłości w USA (jak Bóg da...:-)).
Jak pewnie dobrze pamiętacie narzekałem w przeszłości
na ludzi, imprezy i jeszcze inne rzeczy. I jak wynika
z tego wszystkiego... w niektórych sprawach się myliłem.
Po prostu zajęło mi więcej czasu na totalna aklimatyzację
niż myślałem. To jest jednak inny kraj, inny język, inna
kultura. Potrzebowałem trochę więcej czasu niż przenosząc
się w Polsce z miasta do miasta. Jestem ogromnie wdzięczny
moim rodzicom, że dali mi tak ogromną szansę na
poznanie innego świata, niż tylko Polska i, że tak naprawdę
otworzyli mi bramy do ciekawego życia. Dziesięć miesięcy
w innym kraju jest po prostu nie do opisania. Takie coś to
trzeba przeżyć. Niezapomniane doświadczenie. Zostało mi
jeszcze nieco ponad 4 miesiące i z pewnością będę korzystał
z tego jak tylko mogę. I mimo, że czasami doskwierają
kłopoty z kasa (bo U.S. to nie tanie miejsce), zasadami
i prawem (problem imprez i picia), rodzicami (bo tak
naprawdę to są zarąbisci.. oczywiście nie lepsi nie
prawdziwi) to i tak jest strasznie elegancko. Jakoś czuję
teraz bardziej klimat Ameryki i tego wszystkiego co tu
się dzieje. Mogę także dodać, że dostaje dużo zaproszeń
na imprezy. Nie chcę jednak za dużo ryzykować i być
odesłanym do Polski za jakąś głupotę, więc nie zawsze się
na wszystko piszę. Gdyby nie ta bariera to pewnie już bym
miał teraz trójkę nieślubnych dzieci i mnóstwo zabawy.
Ale czasami trzeba spasować. Na wszystko jest czas. Bo
przecież: I Will Be Back...;-). No i poza tym muszę
się skupić trochę na nauce jeżeli mam zamiar kiedyś tu
wrócić. Nie ma to tamto. Trzeba się wyedukować, zarobić
bańkę zielonych, i korzystać z życia (wiem ze łatwo się
mówi, ale chyba przecież warto mieć marzenia). Tak więc
podsumowując cały pobyt, to mimo wszystkich narzekań jest
zajebioza. Jakbym mógł tu zostać tutaj kolejny rok i na
własną rękę to byłby naprawdę American Dream...;-). Myslę
jednak, że jeszcze parę latek mi w życiu zostało i jakoś
się cos wykombinuje. Bo przecież w to, że wyjadę kiedyś
do USA też nigdy nie wierzyłem..;-). A teraz jestem tutaj
i zgrywam jakiegoś zioma albo coś..;-]. To tyle o przesła-
niach.Teraz czas na ostatni tydzień. I tutaj całkiem całkiem
dużo się działo. Szkoła jak szkoła: jak zawsze parę dobrych
ocen, kilka przespanych lekcji, kilka rozwalonych rzeczy
na chemii, nabijanie się z głupiutkich Amerykańców i pani
od Angola z J.R'em na Study Hall, uczenie polskich słówek,
słuchanie historii Chad'a na Lunchu, i tak dalej....;-).
Już się przyzwyczaiłem do mojego nowego planu i staram
się wszystko robić na zapas. Zbliżają się powoli testy
OGT (Marzec 12). Jak uda mi się to zdać to praktycznie
mam dyplom w kieszeni. Trzymacie kciuki. A co poza szkołą?
Hmm...tutaj też nienajgorzej. W środę w końcu wybraliśmy
się na narty. I muszę powiedzieć, że jak na pierwszy raz
poszło mi całkiem dobrze. Mimo, że zaliczyłem parę gleb
i straciłem raz nartę to udało mi się zdać lekcje na
poziomie średnio - zaawansowanym. Jestem z siebie całkiem
dumny i czekam na następny wyjazd. Bo muszę przyznać, że
to jest super zabawa i szybkości też są nieźle (mimo, że
stoki nie są za długie). W czwartek z kolei zapisałem się
z Josch'a do YMCA. Jako, że jesteśmy studentami na
wymianie mamy tam darmowe członkostwo. I od teraz możemy
tam śmignąć kiedy chcemy żeby popływać, pograć w rocket
ball, pójść na Yoge, zapisać się do Fintess Club, i Bóg
wie co jeszcze. Ogólnie fajna sprawa i na pewno się z parę
razy wybierzemy. Co do piątku, to muszę powiedzieć, że też
bardzo mile spędzony. Wybrałem się na mecze w kosza naszej
szkoły i muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony poziomem.
W końcu to oni mają NBA a nie my..;-). Poza tym pośmiałem
się trochę z koleżankami, poznałem trochę nowej wiary
i ogólnie było strasznie miło. Dostałem nawet zaproszenie
od jednej do zamieszkania w jej domu jak kiedyś wrócę
do USA...<lol>. I tak ogólnie się toczą moje sprawy w
US. Dziwne to wszystko jest. Czuję się jakbym miał dwa
życia - 18 lat w Polsce i 5 miechów tutaj. Inne szkoły,
inny język, inna kultura, inni znajomi, i nawet inni
rodzice. Czasami aż się nie chce w to wierzyć. Muszę
jednak przyznać, że nie żałuję ani trochu i zrobiłbym
tak samo jakbym miał jeszcze raz wybierać. I polecam
wszystkim taki wyjazd. Naprawdę warto. A najlepiej to
pewnie zamieszkać w USA. Bo nie idzie poznać USA widząc
tylko jeden stan. I to chyba tyle na ten odcinek zwierzeń
Mafej'a. Jak wszystko wskazuje odezwę się za tydzień.
Pozdrówki dla wszystkich...no bo przecież przyjaciół
się nie zapomina..:*
Best Wishes 4 Senshiro
"Snowday"
"Oh the weather outside is frightful,
But the fire is so delightful,
And since we've no place to go,
Let It Snow! Let It Snow! Let It Snow!"
(-:...Snowday...No School...Get The Pictures Now...;-)
http://rapidshare.com/files/14155399/Snowday.rar.html
http://rapidshare.com/files/14163375/Sam_and_Me.rar.html